Inspiracje i ciekawostki

Wewnętrzny blask. Peeling, czy maska?

Recepta na blask. Slow, flow, glow

Jak uzewnętrznić wewnętrzny blask

Za oknem pogoda. Czasem też niepogoda. Ale bez względu na zewnętrzną aurę łapię się czasem na tym, że zupełnie nie mam energii. Nie mam siły. Ani wstać, ani wyjść, nie mówiąc  o wieczornej pielęgnacji. Niechęć do jakiejkolwiek akcji jest tak duża, że lepiej zacząć analizować swoją niemoc niż się ruszyć. Skoro już się przyłapałam na tej myśli, to trzymam, bo to oznacza, że można zacząć trochę działać. Robię zatem szybki przegląd – co jadłam, czego nie jadłam, a mam ochotę, co piłam, jak pracowałam, jak odpoczywałam, z kim rozmawiałam, jak to wszystko na mnie wpłynęło, kiedy ostatnio ćwiczyłam, co mnie zachwyca, co mnie zniechęca, czym się martwię, raduję i dlaczego jestem taka bez życia i poszarzała wewnętrznie… Od jakiego czasu to trwa? I jak dbam o siebie?

Patrzę wtedy w lustro. A tam moja twarz, a na niej wizytówka – skóra. Na niej wszystko widać. Skóra po słońcu, skóra zestresowana, skóra zmęczona, skóra z zapchanymi porami, skóra nieoddychająca, a może skóra, która zapomniała wyjść na powietrze, skóra mniej szczęśliwa, wiotka, poszarzała, wreszcie skóra, która nie lubi zaglądać w lustro. No jakbym nie na swoją skórę patrzyła! Moja zawsze była pełna blasku, tak jak ja. Oczywiście, że trzeba zabrać się za robotę odkrywkową i przypomnieć sobie, jak znów tryskać wigorem, jak się odświeżyć i promienieć, tak naturalnie.

Rzecz jasna każda z nas ma inną historię, odmienne charaktery i osobowości, znajdujemy się w różnych momentach życia i okolicznościach, ale droga do tego, jak promienieć od środka, może być dla nas wszystkich podobna. Wystarczy przypilnować trzech elementów – spowolnić, poddać się przepływowi i w efekcie świecić od środka. Czytaj: od czasu do czasu zrzucić starą skórę.

Slow

Nie mam czasu! Spieszę się, spieszę, spieszę! Muszę zdążyć, muszę więcej – zawsze najlepsza, można na mnie polegać, obecna na 200%. A może ta dolegliwość: szarość, wypalenie i „tumiwisizm” wcale nie są kwestią złej organizacji czasu, tylko stresu, przemęczenia lub złego przyzwyczajenia? Ruch slow life, czyli spowolnione i świadome działanie, jest nie tylko modą, ale życiową koniecznością w świecie przepełnionym duchem konsumpcjonizmu. Gdy zewsząd czujemy presję, warto pójść krok w bok, by doceniać moment, a nie pędzić autostradą wydarzeń, informacji i wymagań codzienności, warto właśnie dogłębniej przeżywać rzeczywistość, by poznać to jej oblicze bez zabiegania i powierzchownych akcji. W wersji slow life jesz śniadanie, a nie łykasz kawę w progu, patrzysz krytycznie na skład żywności czy kosmetyków i wyciągasz wnioski, kupujesz to, co jest ci rzeczywiście potrzebne i wysokiej jakości, a nie pod wpływem impulsu. Pozostawiając na boku kwestię, na ile ten ruch jest wykreowany i podtrzymywany marketingowo, pewne jest, że rzeczywiście konieczne jest ograniczenie wariackiego tempa życia, niezbędny jest nam moment na zatrzymanie się, często czasowe zawieszenie udziału w postępie technologicznym (na przykład brak smartfona), i na budowanie świadomości.

Jeśli postawisz na „slow”, zaczniesz zadawać pytania, będziesz uważniej obserwować, a odpowiedzi same zaczną napływać. Możesz nie móc pozwolić sobie na wykrojenie dużej ilości „nowego” wolnego czasu, dlatego ważne są także chwile oraz wydłużanie czasu, który już poświęciłaś dla siebie. Bo kiedy ja spowolniłam, mogłam zauważyć, że zgubiłam coś w codziennej gonitwie…

Peeling – maska oczyszczająco – rozświetlająca do twarzy. (kliknij na zdjęcie)

Flow

Niektórzy nazywają to wewnętrznym ogniem, pasją, która cię ogarnia, gdy wkraczasz w swoje hobby, ale nie tylko o takie aktywności tu chodzi. Czym jest przepływ, czyli flow? Według koncepcji amerykańskiego psychologa węgierskiego pochodzenia Mihály’ego Csíkszentmihályi’ego chodzi o stan, w którym podczas skupienia na jakimś działaniu przestajemy być świadomi świata zewnętrznego. Osiągamy taki poziom motywacji wewnętrznej,  że robimy coś dla samej radości wykonywania czynności, bez względu na cel. To może być wspinaczka górska, lepienie garnków czy gra na instrumencie. Nazwa „przepływ” wzięła się stąd, że uczestnicy badań często porównywali ten stan do płynięcia z nurtem rzeki.

Wskazane w stanie flow zatracenie się w czynności pozwala na osiągnięcie lepszych wyników, bo nie bierzemy pod uwagę ryzyka porażki. Co więcej, w stanie „optymalnego doświadczenia” istnieje równowaga między poziomem umiejętności posiadanych przez wykonawcę czynności, na przykład piosenkarza, a wyzwaniami. Dlatego występ solisty pozostającego w stanie przepływu odbierzesz jako zwyczajnie lepszy, a każdy następny może być podniesiony o jedną poprzeczkę wyżej.

Do czego będzie nam potrzebny przepływ? To nie tylko doświadczenie sportowców i twórców. Każdy jest w stanie osiągnąć taki stan, jedyny szkopuł tkwi w tym, że nie da się go zaplanować. Czy poczucie radości i szczęścia z bezinteresownie wykonywanej czynności – niekoniecznie pracy, nauki czy hobby – nie jest czynnikiem, który wyzwala w nas pokłady lepszych uczuć do siebie samych i świata? A do czego to prowadzi? Do osiągnięcia tej pożądanej wewnętrznej świetlistości!

Glow

Skoro już spowolniliśmy i zaznaliśmy stanu przepływu, pora ściągnąć tę starą, zmęczoną skórę i promienieć na zewnątrz! Wiemy już, że kultywowanie czasu dla siebie polepsza także nawyki i zwyczaje pielęgnacyjne skierowane wobec swojego ciała. Jeśli brakowało ci tego kwadransa do pół godziny wieczorem, żeby dokonać do dwóch razy w tygodniu pełnego rytuału kosmetycznego twarzy, to mamy nadzieję, że teraz poczujesz się zmobilizowana. Polemika pomaga ci w realizacji postanowień. Glow  to po angielsku „świecić”, nie dziwmy się zatem, że nasze produkty umożliwiają osiągnięcie tego pożądanego efektu.

Po oczyszczeniu twarzy nakładasz na twarz preparat, który działa w dwójnasób: dobrze złuszcza naskórek i to w sposób dyskretny, enzymatyczny, a nie mechaniczny, oraz porządnie odżywia i nawilża: Peeling-maska oczyszczająco-rozświetlająca. Z tego podwójnego dobroczynnego działania korzysta każdy typ skóry, ale cera z przebarwieniami i niedoskonałościami może liczyć na szczególnie zadowalające efekty. Dzięki temu za każdym razem, gdy stosuję peeling-maskę, odzyskuję swoje światło!

Aspekt peelingu jest dla nas jak zrzucenie skóry węża, odnowienie naskórka, porzucenie szarości i wybranie siebie w wersji energetycznej i rozświetlonej. Aspekt maski daje siłę naszej cerze, wzmacnia i nawilża. Bo każda z nas, w środku, promienieje swoją naturalną urodą. A my pomagamy tylko to wydobyć. I nie zapomnij później wklepać kremu, by ten wewnętrzno-zewnętrzny blask utrzymać.

 

DGL dla Polemiki, 30.07.2020