Wakacyjna kosmetyczka: Agnieszka Leśniak

Mat czy błysk?

Satyna:) Z błyskiem nigdy nie było mi po drodze. Kiedyś zdecydowanie wybrałabym  mat, jednak z wiekiem moje upodobania zmieniły się i stawiam na satynowe wykończenie i subtelny efekt glow. Ideałem jest dla mnie Przeciwstarzeniowy krem pod oczy z efektem rozświetlenia, który aplikuję na kości policzkowe i wtedy uzyskuję dokładnie taki efekt, o jaki mi chodzi.

Kosmetyczna minimalistka czy hedonistka?

Dążę do minimalizmu. Dla mnie im mniej, tym lepiej. Nie lubię przesady ani w kosmetykach, ani w wyglądzie. Sama używam niewielu produktów, a do swoich ulubieńców zawsze wracam. Jednak z racji swojej pracy i zamiłowania – lubię i chcę testować kosmetyki, które mnie czymś zaintrygują. Jeśli się sprawdzą, zostają ze mną na dłużej, jeśli nie – daję im drugie życie. Wychodzę z założenia, że to, co mi nie odpowiada może świetnie służyć innym. W końcu każdy może lubić coś innego!

 

Długa kąpiel czy szybki prysznic?

Zdecydowanie prysznic, choć czasem dłuższy;)

 

Skąd czerpiesz wiedzę odnośnie pielęgnacji?

Na początku głównie z internetu, jednak zawsze później weryfikuję informacje, drążę głębiej, pytam mądrzejszych od siebie. Mam to szczęście, że, dzięki swojej pracy, poznałam i cały czas poznaję świetnych specjalistów z branży, a zarazem wspaniałych ludzi i oni zawsze chętnie udzielają odpowiedzi na moje pytania.


Twój największy kosmetyczny grzech?

Nieregularne używanie kremów z filtrem… Ale wtedy chociaż zakładam czapkę z daszkiem;)

 

Kosmetyczny must have?

Pomadka pielęgnacyjna lub balsam  do ust – muszę mieć zawsze pod ręką. Używam pomadki Basiclab i balsamu do ust Tisane. Są super.


Kiedy czujesz się najbardziej atrakcyjna?

Najbardziej atrakcyjna czuję się wtedy, kiedy udaje mi się dokonać czegoś nieszablonowego, kiedy mogę i potrafię komuś pomóc i czuję się potrzebna i skuteczna. Wtedy włącza mi się myślenie: “Widzisz? Jesteś świetna!” I to daje mi poczucie wyjątkowości.

 

Najważniejsza rada pielęgnacyjna, którą usłyszałaś?

Dobry demakijaż i oczyszczanie to podstawa pielęgnacji. Usłyszałam to już bardzo dawno temu i w pełni się pod tym podpisuję. 

 

Kilka słów o codziennej pielęgnacji. 

W kwestii twarzy, prym wiedzie oczywiście Polemika;) Kocham każdy produkt Polemiki, ponieważ stworzyłam każdy z nich, aby wpisywał się w moje potrzeby. Ostatnio używam też kremu z filtrem Eeny Meeny, a na noc, od czasu do czasu, maski nocnej Algomask marki Sensum Mare. Niedawno odkryłam markę Kanu – ich masło do ciała o zapachu magnolii jest niesamowite! A ich olejku do masażu używam po wyjściu spod prysznica na mokre ciało. Na większe wyjście fajnie sprawdza mi się mus do ciała z drobinkami złota marki Mash, daje subtelny efekt. Niedawno koleżanka poleciła mi maskarę Jusee i faktycznie – daje radę:)

 

Pielęgnacyjny rytuał, który poprawia Ci humor?

Demakijaż i oczyszczanie. Brzmi banalnie, ale naprawdę uwielbiam ten moment w ciągu dnia, kiedy zmywam z twarzy niekoniecznie makijaż (nie maluję się codziennie ani tym bardziej mocno), ale wszelkie zanieczyszczenia. Czuję się wtedy znacznie lżejsza i to jest dla mnie niesamowity komfort. Uwielbiam to!

 

Twoje kosmetyczne odkrycie z ostatniego czasu?

Ostatnio jestem pod wrażeniem szamponu borago & sandal marki Organic Shop, który nadaje moim włosom świetnej objętości i przedłuża ich świeżość. Zaskoczył mnie swoją skutecznością.

 

Kosmetyk Polemiki, bez którego nie możesz żyć?

Hydrofilne masło oczyszczające. To od niego wszystko się zaczęło i formuła, konsystencja oraz skuteczność tego kosmetyku są dokładnie takie, jakie sobie wymarzyłam. Używam go również do masażu płytką gua sha.


Element self care, który daje Ci najwięcej radości? 

Latem jest to wsłuchiwanie się w cykanie świerszczy późnym wieczorem, kiedy dzieci już śpią – świetny seans dla dobra głowy:) I bezapelacyjnie masaże. Ostatnio odwiedziła mnie cudowna dziewczyna, Karolina Krasnodębska, terapeutka kobido. Przyjechała do mnie specjalnie z Gdańska i spędziliśmy razem kilka godzin, które minęły jak jedna chwila! Po masażu, który mi zrobiła odczuwałam taką niezwykłą błogość, lekkość i beztroskę, że jest to po prostu trudne do opisania. Wspaniałość!

 

Twoja piosenka na poranny rozruch? 

To piosenka, która ostatnio zawładnęła naszym domem i wprowadza mnie w  inny wymiar – “Nothing Else Matters” w wykonaniu Miley Cyrus i Eltona Johna. Zaraz po niej “Don’t be shy” Imany (live). I koniecznie ostatnio Mrozu – “Złoto”.

 

O wychodzeniu ze strefy komfortu

Moja motywacja

Piszę do was dzisiaj z małym osobistym przesłaniem. To historia moja własna, bo na własnej skórze przekonałam się, że czasem poszukiwania właściwej drogi zawodowej trwają o wiele dłużej, niż nam się wydaje. Brniemy przez lata w jakimś kierunku i nie chcemy przed sobą przyznać, że to ślepa uliczka. A jak było ze mną? Tkwiłam w swojej szkolnej, nauczycielskiej rzeczywistości, nie mogąc sobie wyobrazić siebie nigdzie indziej. Bo niby gdzie? Aż nagle wszystko się odmieniło… Nagle odnalazłam się w branży kosmetycznej i jestem dobrym przykładem tego, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Dla ciebie też!

Kiedyś wybrałam drogę nauczyciela języka angielskiego. Po wymagających studiach przygotowujących mnie do zawodu, po przejściu praktyk w różnych szkołach, po tym całym etapie wytężonej pracy i dużego stresu nie myślałam nawet, że mogłabym zmarnować tyle zainwestowanego czasu i robić coś innego! Chociaż nie wszystko mi pasowało, wykonywałam swoją pracę z największym oddaniem i – w gruncie rzeczy – z niezwykłą satysfakcją. Mogę powiedzieć, że kochałam to, co robiłam. Konsekwentnie przeszłam przez wszystkie etapy ścieżki zawodowej nauczyciela – od stażysty po dyplomowanego. Byłam czynnym egzaminatorem maturalnym. Z pewnego punktu widzenia można to nazwać sukcesem! Ale…

 

Ale
Musisz o mnie wiedzieć, że jestem osobą niezwykle wrażliwą i emocjonalnie szkoła mnie momentami przerastała. Historie uczniów, różne nadzwyczajne sytuacje zawsze mnie mocno poruszały. W pewnym momencie odczuwałam także, że system edukacji stał się nieprzyjazny dla ucznia i dla nauczyciela. Było we mnie coraz więcej niezgody, ale niewiele można było zdziałać w tej materii. Na pytanie – co dalej, nie było innej odpowiedzi jak brnięcie, chociaż przyjemności w uczeniu odnajdywałam coraz mniej. To była taka smutna rzeczywistość, której towarzyszyła niemoc, niezadowolenie, marazm, brak satysfakcji, frustracja, rozgoryczenie i cała gama podobnych uczuć.

Odskocznią od tej codzienności było dla mnie testowanie kosmetyków pielęgnacyjnych. To dopiero była frajda – poszukiwanie swoich ideałów! Najpierw grzebiąc w czeluściach internetu czytałam o produktach, przyglądałam się dokładnie składom, a następnie dokonywałam zakupów, prawie zawsze online (mieszkam w małym mieście – dostępność tego, co sobie wymyśliłam, była znikoma). A po przyjściu przesyłki nadchodził czas testów :), To był prawdziwy raj! Najczęściej po pierwszym „maźnięciu” już wiedziałam, czy będzie miłość, czy niekoniecznie. Ten suspens to dopiero było uczucie! Najczęściej takie rytuały przyjemności odbywały się w weekend, wtedy miałam na to trochę czasu (między sprawdzaniem wypracowań a kartkówek lub między wypełnianiem dokumentów a przygotowywaniem się do zajęć na kolejny tydzień). A potem znowu codzienność…

Próbki kosmetyków Polemika – kliknij

Naturalność

Wtedy na świecie pojawiła się Pola, a ja oszalałam ze szczęścia! Nie czułam się zbyt dobrze przygotowana do roli mamy. A kto się tak czuje? Dlatego starałam się czytać dużo porad innych mam, jakie kosmetyki kupić, które produkty spożywcze wybrać… Czułam się otoczona przez dużą ilość niewiadomych. Przeglądając internet (znów) w poszukiwaniu tego, co najlepsze dla mojego dziecka, trafiłam na interesujący blog, który traktował o składach kosmetyków dla dzieci. I tu ma swój początek moja prawdziwa fascynacja tematem składów kosmetyków. Zaczęłam podążać śladem naturalnych składników i tropiłam substancje kontrowersyjne. Słowo „jakość” zyskało kompletnie inny wymiar.

Ta świadomość powoli zaczęła przesiąkać do mojego życia i się w nim realizować. Teraz  wybierane przeze mnie produkty były analizowane pod kątem ewentualnego działania i dodatkowo – składu. Dotyczyło to nie tylko kosmetyków, ale i jedzenia, a konsekwencją tej pasji było objęcie nią całej rodziny. Pilnowałam się, żeby robić zakupy na naszym targu, wspierałam lokalnych sprzedawców, wybierałam sezonowe warzywa i owoce, żywność nieprzetworzoną, zaczęłam więcej sama gotować i przygotowywać bardziej urozmaicone posiłki. Zmieniłam też kosmetyki, których używałam, wybierałam produkty bardziej uniwersalne, niektóre podbierałam córeczce. W moim życiu wygrało to, co naturalne.

 

Świadoma mama

Po urodzeniu drugiej córeczki, Miki, było już o wiele łatwiej, bo miałam doświadczenie w opiece nad maleństwem. Umacniały się także moje ekologiczne nawyki. Jako świadoma mama dwójki dzieci nie podejmowałam decyzji pod wpływem chwili. Kupowałam tylko to, do czego miałam przekonanie. Co prawda nie miałam już za dużo czasu na testowanie nowych produktów kosmetycznych i wizja powrotu do szkoły, czyli pracy, nieco mnie przytłaczała. Liczyłam wciąż, że zapał, który mi towarzyszył na początku mojej kariery zawodowej, powróci. Ale im bliżej było powrotu do pracy, tym mina mi bardziej rzedła… 

W tym właśnie momencie wkroczył Daniel – mój mąż, który stwierdził, że w tej sytuacji nie wyobraża sobie mojego powrotu do szkoły. Znając moją emocjonalność, widząc ile czasu zjadała mi dodatkowa praca w domu po zajęciach z uczniami, powiedział: koniec! „Trzeba iść za głosem serca, za tym, co lubisz, co kochasz, pora zawalczyć o siebie. Przecież kręcą cię kosmetyki, masz już ogromną wiedzę i entuzjazm. Stwórz swoje własne!”. I to właśnie był moment przełomowy.

 

Przełom

Wsparcie Daniela było dla mnie niezwykle ważne, ale czułam się rozbita. Z jednej strony to był fantastyczny pomysł: zająć się czymś, co wzbudza we mnie ogień, co może stać się nowym oknem na świat. Ale z drugiej – wciąż podpełzał strach. Czy mam zaprzepaścić całe lata studiów, całą karierę nauczycielską? Przez lata dążyłam do miejsca, w którym jestem. A ja chcę z tego zrezygnować i postawić wszystko na inną szalę?? Czy ja oszalałam?

No i stało się. Podjęłam decyzję – rezygnuję z posady nauczyciela. Zajmuję się produkcją kosmetyków naturalnych. Zaczynam nowy rozdział, wchodzę w nieznane. Podszyta niepewnością, ale z poczuciem, że warto walczyć o siebie, że chcę żyć na swoich warunkach. Chcę, żeby każdy dzień życia sprawiał mi przyjemność – właśnie tak chcę żyć!

Po chwili entuzjazmu było już mniej kolorowo. Wśród rodziny i znajomych zdania były podzielone. Bliscy kręcili głowami. A jak się nie uda? Tyle niewiadomych. Po co się tyle uczyłaś? Przecież masz taką dobrą pracę. Zastanów się jeszcze. Z drugiej strony wspierali nas znajomi, często posiadający swoje firmy. I tak wytrwaliśmy, Daniel i ja, w decyzji, że podnosimy rękawicę. 

 

Nowy rozdział

Bardzo starannie wybrałam laboratorium, którego specjaliści mieli mi pomóc w stworzeniu moich produktów. Rozpoczęliśmy pracę nad skomponowaniem takich receptur, które by mnie w pełni satysfakcjonowały. Po etapie przygotowań powstały finalne masy naszych trzech pierwszych kosmetyków. Dla mnie były po prostu idealne:). Ten etap wspominam cudownie. W międzyczasie pojawiało się sporo zadań – wymyślenie nazwy marki, stworzenie logo, zaprojektowanie opakowań. Następnie przyszła kolej na testy (stabilności, kompatybilności z opakowaniami, aplikacyjne). Do tego doszły dodatkowe zadania, jak przygotowanie strony internetowej, materiałów marketingowych – a to wszystko okazało się bardzo pracochłonne, szczególnie, jeśli jest się perfekcjonistą. Czy był łatwo? Oczywiście, że nie! Było dużo nawet bardzo trudnych momentów. Niejednokrotnie pojawiało się zwątpienie i łzy. Zgranie tych wszystkich elementów w jedną całość okazało się zadaniem nie tyle skomplikowanym, co  czasochłonnym. Od momentu pojawienia się pomysłu stworzenia firmy produkującej kosmetyki naturalne do dnia, w którym Polemika ujrzała publicznie światło dzienne minęło 3,5 roku. Dla mnie to była cała wieczność. Ale było warto!

Kliknij – przejdź do sklepu Polemika

Finał?

26 listopada 2019 roku Polemika weszła na rynek. To był wielki dzień – zmaterializowanie się marzenia i finał bardzo ciężkiej pracy. Finał? O nie, właściwie to dopiero początek. Od tego momentu każdy dzień zyskał nowy wymiar. Codziennie pojawiają się nowe wyzwania, przygody, nowi ludzie, inspiracje. Ogrom obowiązków nie przeszkadza mi, by cieszyć się każdym dniem i zawsze jestem ciekawa następnego. Dzisiaj już wiem z całą pewnością, że podjęłam jedną z najlepszych decyzji mojego życia. Czuję się spełniona, tworzę produkty w zgodzie ze swoimi przekonaniami, kosmetyki naturalne, które pokochało wiele kobiet (ale również mężczyzn), które zyskują uznanie specjalistów z branży. Wciąż pracujemy, także nad wprowadzeniem kolejnych produktów, a mi towarzyszy wiele pomysłów i przepełnia mnie poczucie, że mogę jeszcze wiele zrobić. 

Mam nadzieję, że moja historia pokazuje ci, że czasem warto wykonać krok do tyłu. Że nigdy nie jest za późno, aby zacząć od nowa i odmienić swoje życie. To jest opowieść dla ciebie, jeśli czujesz, że tkwisz w miejscu, w którym wcale nie chcesz być. Wiedz, że ja też przez to przeszłam. Moje słowa to motywacja dla tej z was, która myśli, że nie jest w stanie wyjść ze swojej strefy komfortu. A jeśli to nie dotyczy ciebie, to wyciągnij dłoń, proszę, do tych kobiet, które zmagają się ze strachem lub nieśmiałością. Ja potrzebowałam takiego wsparcia i otrzymałam je od swojego męża. I oto jest – Polemika!

Czy można prościej?

Prostota. Jak to ująć najprościej? „Prosto” oznacza „przed-stać”, iść przed siebie i trzymać się, jak wypada człowiekowi, w postawie wyprostowanej. Wybitny językoznawca Aleksander Brückner w Słowniku etymologicznym języka polskiego słowo „prosty” określa mianem jednego z „prasłów”. Prasłowo to takie, które jest niemal identyczne we wszystkich językach słowiańskich. Niezwykle inspirujące jest przyglądać się słowu, którego znaczenie płoży się w korzeniach dziejów naszej kultury.

Zatem prostota w życiu jest taką ulgą, jaką czujemy, gdy możemy już ściągnąć obcasy. Jest wtedy, gdy zakładamy jednokolorowy lub harmonijnie skomponowany kolorystycznie t-shirt i nie dostajemy oczopląsu.

Dokładny skład Hydrofilnego masła oczyszczającego -> kliknij na zdjęcie.

Doświadczenie prostoty dane jest nam wtedy, gdy zwyczajnie nie czujemy żadnego wewnętrznego i zewnętrznego przymusu. Nie jesteśmy napompowaną bańką mydlaną, my jesteśmy samym czystym powietrzem. Doznajemy równowagi, która prowadzi nas na poziomie emocjonalnym, społecznym, a nawet ekonomicznym.

NIENASYCENIE

Życie na przymusie to jak chodzenie pod rękę z wampirem. Nigdy nie wiadomo, kiedy poczuje chętkę, żeby nas pociągnąć i wyssać z nas energię. We współczesnym społeczeństwie ustalił się model doskonalenia, rozumiany nie w kontekście rozwoju osobistego, ale jako „polepszanie” statusu, tego co już mamy, a co samo w sobie, obiektywnie mogłoby być wystarczające. Nie porzucaj ambicji, za to uważnie przyjrzyj się swoim praktykom. Wyszedł nowy model smartfona, więc muszę go mieć. Koleżanka z pracy ma wciąż nowe torebki, a ja cały czas tylko jedną. Nie mogę przecież przejść obojętnie obok promocji, wyprzedaży i okazji. Nie jest tego wszystkiego za dużo? Nigdy! Co robię z nadmiarem rzeczy? Tu nastaje cisza…

Konsumpcjonizm jest napędzany reklamami, mechanizmami chęci posiadania i wiecznym nienasyceniem. Tego głodu nie da się tak łatwo zaspokoić, bo zawsze pojawi się coś nowego, co warto mieć i kolejne przedmioty staną się obiektem westchnień, wkraczamy na kolejny próg i kolejny. Strata przedmiotu jest traktowana jak ogromna życiowa porażka. Czyli jednak zakupy, pracoholizm i inne niezdrowe zachowania na poziomie „chciejstwa” są podstawowym źródłem nadmiaru, a ten stanowi przeciwieństwo prostoty. Jeśli chcesz ten niekończący się strumień powstrzymać, musisz wsłuchać się w swoje rzeczywiste potrzeby, a nie pozostawać konstruktem podatnym na społeczne podszepty, działanie mediów, zazdrość sąsiadów czy afiszowanie się celebrytów.

NEOMINIMALIZM

Czego ci duszyczko potrzeba? Aby się przekonać, należy pozbyć się wszystkiego i zamieszkać w beczce jak Diogenes, ojciec minimalizmu. Oczywiście wcale nie musisz tego robić, ale możesz sobie wyobrazić, jak się żyło temu starożytnemu mędrcowi i pomyśleć, co tak naprawdę jest niezbędne do prowadzenia szczęśliwego i udanego życia. Stąd nie tylko w sztuce, ale i w życiu społecznym pojawił się w XX wieku trend zwany neominimalizmem, który można nazwać dobrowolnym wyborem prostoty.

Zwolennicy neominimalizmu upraszczają życie pozbywając się z niego zbędnych przedmiotów i praktyk, ograniczając dobra potrzebne do satysfakcjonującego życia do niezbędnego minimum. Może nawet natknęliście się na listę 100 najbardziej potrzebnych przedmiotów, a może spis 100 zbędnych rzeczy. Neominimaliści chętnie dzielą się przepisami na radykalne zmiany, ale podają przy tym zbiór korzyści, jakie może przynieść uproszczone życie.

ZMIANA NAWYKÓW

Aby być na dobrej drodze ku tej pożądanej naturalności, równowadze i prostocie, należy zabrać się za… porządki. Przede wszystkim musisz pozbyć się z domu zbędnych przedmiotów, nadmiarowych ubrań, gadżetów i innych zakłócających wizualnie przestrzeń rzeczy. Korzyścią będzie nie tylko łatwość sprzątania, ale także spokój wewnętrzny odczuwany w oczyszczonym pomieszczeniu.

Należy dobrze planować swój czas i gospodarować nim, stawiając na jakość spotkań, a nie ilość. Niech chwile spędzane z bliskimi znajdą się na szczycie listy priorytetów i niech znajdą się też tam momenty na rozwój osobisty. Zamiast gorączkowych akcji – chodź spokojnie, to wpłynie dobrze na twoje zdrowie. Za ograniczeniem konsumpcji idzie praktyczna korzyść ekonomiczna – nie ulegając impulsom i mając większą kontrolę nad wydawaniem pieniędzy, możemy lepiej oszczędzać. Jeśli dodasz do tego brak przymusów, odczujesz radość z działania i wreszcie uzyskasz większą świadomość własnych, prawdziwych, niezbywalnych potrzeb. A z tego wynika jedynie wolność…

Jeśli wydaje ci się, że nie potrafisz sam dokonać tak dużych zmian w swoich nawykach, sięgnij po metodę Jamesa Cleara, który proponuje zmiany małymi kroczkami, pozwalające na zerwanie ze starymi nawykami i budowanie nowych niemal atom po atomie (patrz książka „Atomowe nawyki”).

W przyszłym tygodniu rusza sprzedaż koszulek “czy można prościej?”. Kliknij na zdjęcie, aby przejść do sklepu.

PROSTO JAK POLEMIKA

A dlaczego o tym piszemy? Przyjrzyj się linii naszych kosmetyków naturalnych, spójrz na skromny i wyważony projekt i wygląd opakowań. Zauważ, że Polemika to niewielka liczba produktów, za to o szerokim spektrum działania. Kosmetyki dla każdego, bo mające na celu służyć w najlepszy sposób nie tylko twojej skórze, ale także dbać o skórę twojej rodziny. Masło, peeling-maskakrem, które starczają na długo, ponieważ są niezwykle wydajne, a ich skład jest prosty i jasno opisany. Kosmetyki Polemiki powstały specjalnie po to, abyś mogła i mógł czerpać z niesamowitych właściwości dobroczynnych składników pochodzących w niemal 100% z natury. Polemika zadała sobie to pytanie – „czy można prościej?” i nieustająco dokonuje tych samych wyborów. Stawia na szacunek do Ziemi, na działanie skuteczne, nieskomplikowane i proste, na sięganie do źródeł, a przede wszystkim na troskę o potrzeby twojej skóry i samopoczucie, aby podarować należną ci przestrzeń, lekkość i uważność w naturalnym rytmie życia i świadomej pielęgnacji.

DGL dla Polemiki, 27. sierpnia 2020

Dlaczego nie szkło?!

Organiczne kosmetyki Polemika

Kliknij w obrazek – sprawdź kosmetyki Polemika

Trudne wybory

Dałaś się zauroczyć kosmetykom firmy Polemika, wiesz już co nieco o naturalnym składzie naszych produktów i z zadowoleniem je stosujesz, ale pewne kwestie nie przestają cię nurtować. Nie krępuj się, zadaj pytanie! Dlaczego Polemika, która ma na względzie dobro naszej planety i otwarcie się opowiada za świadomą postawą, oferuje nam opakowania plastikowe, a nie szklane?

To pytanie nasuwa się samo, o czym wiemy, bo musieliśmy je sobie zadać na etapie koncepcji i tworzenia naszych produktów. Jak każda marka z branży kosmetycznej stanęliśmy przed nieprostym wyborem: plastikowe czy szklane? Co się lepiej sprawdzi w kontakcie z kosmetykiem, co będzie praktyczniejsze dla klienta, jaka będzie emisja gazów cieplarnianych w procesie produkcji i w czasie transportu, jaki będzie wpływ na środowisko i jakie będą możliwości recyklingu? W końcu wszyscy nas przekonują, że szkło jest bardziej ekologiczne… A odpowiedź wcale nie jest taka oczywista.

Nie takie znowu przezroczyste

Szkło wygląda bardziej luksusowo i ma jedną niezaprzeczalną i ogromną zaletę, która przesłania wszystko inne: może być przetwarzane nieskończoną ilość razy, nie tracąc nic ze swoich właściwości. Przy właściwym użytkowaniu i odzyskiwaniu powinniśmy móc bez końca korzystać z tego samego surowca. I kropka. A właściwie dopiero początek, bo teraz opowiemy, dlaczego ostatecznie nie sięgnęliśmy po opakowania szklane.

Wyobraź sobie, że antyoksydacyjny krem marki Polemika byłby w szklanym pojemniku. Często go otwierasz, bo nie tylko używasz go w celach pielęgnacyjnych, ale też wąchasz z wielką przyjemnością. Wtem wpada do łazienki kot / dziecko / chłopak lub z jakiegokolwiek innego powodu słoik wypada Ci z ręki i się rozbija. Szkoda produktu i szkoda opakowania. Odłamki potłuczonego szkła mogą dodatkowo powodować zranienia. Nie wybraliśmy zatem szkła ze względu na jego kruchość i dla twojego bezpieczeństwa.

Z powodu tej mniejszej odporności tworzyw szklanych na uszkodzenia mechaniczne trzeba obchodzić się z nimi bardzo ostrożnie, co wymagałoby dodatkowych zabezpieczeń w transporcie. Ale nie tylko, musimy wziąć pod uwagę także ślad węglowy. Ciężar i rozmiar szkła spowodowałby zużycie większej ilości paliwa przy przewożeniu na dalsze odległości. Co się równa zwiększeniu emisji gazów cieplarnianych i kosztów…

Zatem zauważ, jak taki produkt w codziennym użytkowaniu mógłby okazać się kłopotliwy i nieporęczny – za duży i zbyt ciężki. Chcemy, żeby masło oczyszczające mogło się wszędzie z tobą przemieszczać, aby można było je bezproblemowo włożyć do torebki i żeby nie zajmowało za dużo miejsca.

Nie owijamy w bawełnę* (tylko w plastik)

Wypada nam jeszcze rzucić nieco światła na plastik stojący naprzeciw szkła.

Jakkolwiek plastik pozyskiwany z ropy narusza nieodnawialne źródła energii, tak do produkcji szkła wykorzystuje się piasek kwarcowy, którego ilość na naszej planecie także się kurczy.  Ponieważ tworzywa sztuczne są lżejsze od szkła, wykorzystują mniej surowców w procesie produkcyjnym i emitują mniej gazów cieplarnianych przy tej samej ilości opakowań co szkło, które do powstania wymaga ogromnych temperatur zapewnianych przez paliwa kopalne.

Chociaż samo szkło jest materiałem absolutnie neutralnym, to ciężko wyobrazić sobie tubkę z tworzywa szklanego. Nieobojętnie przeszliśmy w związku z tym obok aspektu higienicznego. Kosmetyk w odkręcanym (szklanym) pojemniku jest narażony na szybszy kontakt z powietrzem, przez co cenne substancje mogą zwyczajnie zmniejszyć swoją skuteczność. Nie mówiąc już o pozostawieniu na powierzchni kremu flory bakteryjnej pochodzącej z palców, nawet bardzo czystych. Plastikowa tubka, a – jeszcze lepiej – pojemnik air-less, stanowi przez to rozwiązanie najlepiej chroniące delikatną, naturalną zawartość naszych kosmetyków.

Kluczem jest świadoma segregacja

Oba surowce mogą zostać poddane recyklingowi. Jak pamiętamy, plastik rozkłada się wedle różnych szacunków od 400 do nawet 1000 lat, szkło zaś około 4000 lat lub… nigdy. Ten pierwszy ma poważne ograniczenia w odzyskiwaniu, drugi można przerabiać bez końca. Problemem nie jest w tym przypadku rodzaj użytego materiału, ale droga naszego postępowania. Co zrobisz, kiedy skończysz produkt? Czy weźmiesz odpowiedzialność za właściwą segregację, żeby zwiększyć potencjalną liczbę produktów przetworzonych i zamknąć obieg surowców wtórnych? Czy umieścisz opakowanie i jego składowe we właściwych kontenerach? To pytanie do wszystkich nas.

Użycie plastiku nadającego się do recyklingu jest naszym świadomym wyborem, póki oczywiście nie uda nam się zdobyć opakowań z recyklingowych tworzyw sztucznych typu np. OWP (odzyskiwanych z oceanu). Przed nami, Polemiką, jeszcze długa droga, ale cierpliwie dążymy do celu, bo na tym polega rozwój! Jeśli masz jakieś sugestie, proszę, podziel się!

* W bawełnę też owijamy, jeśli podoba ci się nasza torba >>>

DGL dla Polemika kosmetyki naturalne, 4. czerwca 2020

Wywiad z Agnieszką Leśniak. Dzień Matki.

Matka-założycielka, Idea-matka, Matka Ziemia.

Zbliża się Dzień Matki. Przypatrzmy się polnym kwiatom, jakie w tej chwili kwitną. Stokrotki, maki, jaskry… Czy pamiętacie te dziecięce bukiety zrywane z przydrożnych rowów, z łąk, z poletek rachitycznej lub rozbuchanej zieleni? W taki sposób chcieliśmy honorować te, które przyniosły nas na świat. Kwiatek dla mamy.

Doświadczenie macierzyństwa stawia kobiety wobec wielu wyzwań, przemienia je i przyjętą przez nie perspektywę życiową, zawodową i społeczną. Niespodzianie pozwala na wejście nowego, zupełnie nieprzewidzianego scenariusza, na nieoczekiwane zwroty akcji i na pielęgnowanie nie tylko dzieci, ale i własnych pasji. O tym opowie nam Agnieszka, mama, założycielka marki Polemika.

DGL – Nazwa Twojej firmy powstała od imienia Twoich córek, prawda? Co było pierwsze, nazwa czy koncept marki?

Agnieszka – Koncepcja tworzenia kosmetyków naturalnych pojawiła się zdecydowanie jako pierwsza! Przekonanie o gotowości do założenia własnej marki kosmetycznej powoli we mnie dojrzewało. Aż nadszedł ten moment, kiedy już wiedziałam, byłam pewna, że to właściwa droga. Wtedy musiałam jedynie wymyślić nazwę. W tym czasie byłam zajęta układaniem gigabajtów zdjęć moich dzieci i musiałam nazwać jakoś folder – na szybko napisałam: Moja Polemika (Pola i Mika). To było jak objawienie! Wszystko się pięknie zgrało. Tak powstała Polemika 🙂

Oprócz aspektu sentymentalnego – zawsze lubię wracać do tego wspomnienia, termin ‘polemika’ ma ciekawe znaczenie. To rozmowa, dyskusja, burza mózgów. I o to w tym wszystkim chodzi! Wciąż zadaję pytania i czekam aż zostaną zadane. Jestem otwarta na rozmowę, wymianę poglądów, liczę się ze zdaniem innych. Właściwie zadane pytanie i dyskusja tworzą wspaniały twórczy ferment. Pod takim warunkiem możemy wciąż odkrywać nowe i rozwijać siebie, a w tym przypadku i markę.

Początki macierzyństwa.

DGL – Początki macierzyństwa to niezwykle intensywny czas wzmożonego poczucia odpowiedzialności. Jak konkretnie przełożyła się ta troska o dzieci na skrystalizowanie Twoich zainteresowań?

To prawda! Czułam się jak wojowniczka ;). Szukałam dla moich dzieci najlepszych produktów – jedzenie najlepiej z lokalnego targu, od ludzi zaufanych, nieprzetworzone, kosmetyki kupowałam po dogłębnej analizie składów, ubrania – z materiałów naturalnych, przyjemnych w dotyku. Wszyscy zaczęliśmy inaczej żyć – po prostu zdrowiej. I tak zostało do dziś, takie zmiany są dogłębne – kupuję świadomie, analizuję składy, koncentruję się na składnikach naturalnych. A że zawsze kochałam kosmetyki pielęgnacyjne, przeegzaminowałam mnóstwo produktów (spektrum przetestowanych przeze mnie specyfików było imponujące) i byłam wymagająca – moje zainteresowanie rozwinęło się w takim, a nie innym kierunku.

DGL – Czy Pola i Mika w dalszym ciągu inspirują Twoje działania w dziedzinie rozwoju linii kosmetyków naturalnych?

Agnieszka – Były tylko inspiracją do stworzenia nazwy, bo są bardzo bliskie mojemu sercu. Automatycznie są powiązane z marką i tak już zostanie. Ale w tej chwili nie mają żadnego wpływu na to, czym się zajmuję. Po prostu chcę tworzyć świetne naturalne kosmetyki, których może używać każdy!

Co jeszcze mają wspólnego… Staram się, żeby moje dzieci nie stosowały za dużo kosmetyków, wręcz ograniczam ich ilość, ale jak zachodzi potrzeba bez wahania sięgam po Polemikę. Masło świetnie się sprawdza do zmywania dziecięcych twarzy pomalowanych na zabawach dziecięcych.

Moje dziewczyny są zachwycone szczególnie zapachem moich kosmetyków. Doceniają to, że nie szczypią w oczy, a skóra po nich jest miła w dotyku. Pola powtarza: „Kocham ten zapach! Wspaniałe macie te produkty”, co brzmi niesamowicie w ustach dziecka. One są bardzo wrażliwe na zapachy, po mamie. Świetnie opisują te, które im się nie podobają.

DGL – Często słyszy się historie kobiet, które z pewnym rozgoryczeniem stwierdzają, że bycie matką ogranicza lub hamuje ich rozwój zawodowy. Z jakimi decyzjami Ty się borykałaś i jak Twoje doświadczenie wpłynęło na własną przedsiębiorczość?

Na pewno nie było łatwo. Macierzyństwo wyznaczyło mi nowe cele. Byłam nauczycielem angielskiego i kochałam uczyć. Jednak urlop macierzyński wzmocnił tylko moją pasję do świadomego stosowania kosmetyków. To wychodziło tak mocno poza granice mojego zawodu, a jestem perfekcjonistką i do wszystkiego podchodzę profesjonalnie… Jednak nie wyobrażałam sobie powrotu do szkoły. Wtedy mój mąż wsparł mnie i przekonał. Decyzja zapadła. Czuję, że wybrałam to, co było dla mnie najważniejsze.

DGL – Czy masz w związku z tym jakąś złotą radę dla młodych/niemłodych matek, które mają wrażenie, że gdzieś utknęły?

Agnieszka – Prawie każda z nas przez to przechodzi. Jednak warto ten czas z dziećmi wykorzystać, żeby odpowiedzieć sobie na pytania: Co naprawdę chcę robić? Co sprawia mi przyjemność? Jak chcę żyć? To dobry czas na przemyślenia, łapanie chwili, ustalenie priorytetów. Dlatego warto na moment przystopować i posłuchać siebie.

DGL – Istnieją różne recepty na wygospodarowanie sobie wolnego czasu w okresie wczesnego macierzyństwa. Jak dbać o siebie, kiedy często jedynym marzeniem kobiety jest poprzebywanie przez moment na osobności? Co jest, aż nadto, aktualnym problemem.

Agnieszka – To prawda, marzyłam o chwili samotności! Starałam się dobrze wykorzystać czas drzemki dzieci, który był dla mnie wybawieniem… Po jakimś czasie udało mi się zorganizować opiekę nad nimi na czas, kiedy szłam na siłownię. Obawiałam się, czy wytrwam, ale byłam twarda, uparta i dziś nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez systematycznych ćwiczeń. Ruch daje poczucie wolności.

Nasza więź z przyrodą jest silniejsza, niż niektórym się wydaje.

DGL – Czym dla Ciebie jest natura i jak widzisz naszą więź z przyrodą?

Natura to dla mnie potęga, życie, siła, żywioły, tajemnica, ale też dobro, łagodność i harmonia.

Myślę, że nasza więź z przyrodą jest silniejsza, niż niektórym się wydaje. Uważam, że powinniśmy czerpać z natury pełnymi garściami, ile tylko się jeszcze da, ale z szacunkiem, jednocześnie dbając o nią i nie niszcząc. Świadomość życia w zgodzie z naturą często jest przeplatana wieloma wyborami. Niejednokrotnie trzeba dokonywać kompromisów. Powinniśmy większy nacisk położyć na budowanie świadomości naszej i naszych dzieci w temacie dbania o środowisko i życia w zgodzie z naturą. Aby żyć w harmonii z nią, a nie w opozycji.

DGL – Jako matka-założycielka marki kosmetyków naturalnych, o nazwie otwarcie pochodzącej do imion swoich dzieci, nawiązujesz – nawet mimowolnie – do koncepcji Matki Ziemi i świadomego korzystania z jej dobrodziejstw. W dodatku Twoje kosmetyki na bazie Matchy produkowane są ze składników naturalnych i w procesie zupełnie nie angażującym świata zwierzęcego. Jak bliskie są Ci kwestie ekologii?

Agnieszka – Moja rodzina i ja żyjemy robiąc, co możemy, by w prosty sposób świadomie troszczyć się o środowisko. Segregujemy śmieci, wyłączamy światło, gdy z niego nie korzystamy, staramy się dozować zużywane ilości wody, używamy jedynie toreb na zakupy wielorazowego użytku. Coraz częściej używamy ekologicznych środków czystości, kosmetyków naturalnych. Czyli stosujemy takie najprostsze, codzienne, dla każdego dostępne formy.

DGL – Co w byciu matką stawia przed nami (matkami) największe, Twoim zdaniem, wyzwania?

Agnieszka – Wielu z nas jest świadomym istoty zapewnienia dzieciom dobrego wykształcenia i możliwości rozwoju ich zainteresowań. Wagi wypracowania umiejętności walczenia o siebie. I to jest oczywiście ogromnie istotne.

Dla mnie sprawą niebywale ważną jest to, żeby wychować dzieci w nurcie szacunku do drugiego człowieka i naszej planety. Ważne jest bycie dobrym dla innych, pielęgnowanie czasu na realizację swoich pasji, pomoc potrzebującym, cenienie prawdziwej przyjaźni, bycie człowiekiem, który kieruje się zarówno rozumem, jak i sercem.

DGL – Dziękuję za inspirującą rozmowę. I tego życzymy wszystkim mamom – niech matczyna wrażliwość pomaga w rozwoju osobistym i… zawodowym!

Wysłuchała DGL

21.05.2020 dla Polemika Kosmetyki Naturalne

 

Masło oczyszczające do twarzy marki Polemika: w czym tkwi jego moc?

Masło oczyszczające do twarzy marki Polemika: w czym tkwi jego moc?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta. Moc naszego Hydrofilnego masła oczyszczającego do twarzy znajduje się w jego 10. wyjątkowych składnikach. Dziś wyjaśniamy, jak na naszą cerę wpływa masło z mango oraz masło shea.

Kiedy polecamy Wam nasze produkty, zawsze wymieniamy ten argument: kosmetyki marki Polemika są stworzone niemal w 100% na bazie naturalnych składników. Nasz blog kosmetyczny z kolei wyjaśnia, w czym tkwi moc naszych preparatów.

Wcześniej pisaliśmy już o tym, jak rozmaryn można wykorzystywać w kosmetyce oraz o kojącym wpływie na naszą twarz takich substancji naturalnych jak: olej z nasion ogórecznika, pomidora czy słonecznika. Dziś chcemy poszerzyć Waszą wiedzę na temat właściwości pielęgnacyjnych masła z mango i masła shea.

Masło z mango – do każdego rodzaju cery

Nasze masło oczyszczające do twarzy nadaje się do każdego rodzaju cery m.in. dlatego, że do jego stworzenia wykorzystano pestki z mango. W kuchni najważniejszy jest owoc, sam miąższ, pestki, które nam zostają,  bez żalu wyrzucamy. W kosmetyce jest zupełnie odwrotnie. W wyniku tłoczenia (właśnie z pestki) powstaje substancja stanowiąca doskonałą bazę do produkcji preparatów do twarzy, włosów (masło z mango świetnie wygładza i wzmacnia końcówki) i ciała.

Masło z mango charakteryzuje się kremową konsystencją. Łatwo się wchłania i rozprowadza na skórze. W zależności od rodzaju kosmetyku możesz go używać jako balsamu do ciała lub bezpośrednio wcierać w miejsca, gdzie Twoja skóra jest szczególnie narażona na podrażnienia i pęknięcia (np. usta, pięty).

Kosmetyki z mango – intensywnie regenerują i odżywiają skórę

Oprócz tego, że masło z mango intensywnie regeneruje i odżywia skórę, sprzyja też gojeniu się ran oraz łagodzi podrażnienia i przywraca skórze elastyczność. Składniki zawarte w mango odpowiadają też za bardzo dobry efekt nawilżenia skóry: zmiękczają i zatrzymują w niej wodę. W ten sposób na skórze powstaje warstwa opóźniająca jej parowanie. 

Masło z mango pełni też funkcję ochronną, ponieważ separuje skórę od szkodliwych czynników zewnętrznych (temperatury, słońca, wiatru).

Preparaty, które mają w  składzie masło  z mango,  na pewno docenią też osoby o cerze dojrzałej, ponieważ wysoka zawartość witaminy A dodatkowo opóźnia jeszcze procesy starzenia się. 

Skąd wzięła się popularność masła Shea (masła karite)?

Chyba nie skłamiemy, jeśli napiszemy, że ten rodzaj masła jest jednym z bardziej znanych kosmetyków wybieranych przez kobiety. Dlaczego? Prawdopodobnie ze względu na swoje uniwersalne właściwości.

Karite w języku francuskim oznacza życie. I kiedy przyjrzymy się bliżej, jak wiele cennych składników posiada, uznamy, że to określenie idealnie oddaje właściwości tego cennego surowca. Czym w takim razie jest masło Shea? 

To aromatyczny tłuszcz, który otrzymuje się z nasion drzewa masłowego (Butyrospermum parkii Vittelaria parradoxa) rosnącego w stanie naturalnym na rozległym terenie suchej afrykańskiej sawanny, pomiędzy Senegalem a Etiopią. 

Wyróżnia się dużymi skórzastymi liśćmi o jajowatym kształcie, które zbierają się w pęki na końcach gałązek oraz kremowo białymi kwiatami. Jego owoc to żółtozielona albo tylko żółta jagoda (wielkości brzoskwini), z dużym czerwono brązowym nasieniem w środku. Drzewo owocuje obficie, może sięgać 15 m i  żyć do 300 lat.

Jak powstaje masło Shea? Rozgniata się nasiona i wygotowuje się tłuszcz. Co ciekawe, w Afryce używa się go jeszcze m.in. do produkcji margaryny oraz jako substytut masła kakaowego. Służy też jako lek i oczywiście od dawna wykorzystuje do pielęgnacji skóry.

Warto wspomnieć, że masło karite nie musi być tylko dodatkiem do balsamów, szamponów i odżywek do włosów, mydeł, szminek czy maści. Możesz je też nabyć w tzw. czystej postaci – bez żadnych dodatków. Jeśli decydujesz się na taki zakup, zwróć uwagę czy jest rafinowane, czy organiczne nierafinowane (czyli z ang. raw – surowe)

To ważne, ponieważ w procesie rafinacji usuwa się większość składników odżywczych, antyoksydantów i witamin. Lepiej więc wybierz masło nierafinowane, które zachowuje więcej cennych substancji. Jedyny minus masła nierafinowanego to jego zapach. Jest bardzo intensywny i nie wszystkim to odpowiada.

Masło Shea – jak działa?

Przede wszystkim intensywnie natłuszcza i nawilża skórę, pobudza jej regenerację, wspomaga gojenie oraz łagodzi podrażnienia. Skutecznie zabezpiecza też skórę przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi (słońca, mrozu, wiatru) a także chroni przed promieniami UV.

Mamy nadzieję, że to, co przed chwilą napisaliśmy, przekona Cię do zakupu naszego hydrofilnego masła na bazie masła z mango i masła Shea.


HN dla Polemika Kosmetyki Naturalne, 23.04.2020