Wywiady z inspirującymi kobietami – co sprawiło, że są znalazły się w tym miejscu, dlaczego są tak wyjątkowe i co mają nam do przekazania? Sprawdź najnowsze wpisy!

Oblicza kobiecości #13 – Almira Szachowicz

Almira Szachowicz – wokalistka, nauczycielka śpiewu. Gra, śpiewa i szuka piękna. Dziś opowiedziała nam o swojej pielęgnacji i sposobach na wytchnienie po długim dniu.

 

Tekst znanej piosenki mówi, że każdy śpiewać może – to prawda? Co jest kluczowe w ćwiczeniu głosu?

Oczywiście! Prawdą jest, że każdy, absolutnie każdy jest w stanie nauczyć się lepiej technicznie używać swojego instrumentu – ucząc się lepiej koordynować pewne mięśnie i oddech. Natomiast do dobrego śpiewania potrzebna jest jeszcze pewna wrażliwość i muzykalność, aby tego głosu używać w artystyczny i piękny sposób.

Co daje Ci muzyka? To dla Ciebie coś intymnego czy coś, czym chcesz się dzielić z całym światem? A może jedno i drugie?

Zdecydowanie jedno i drugie. Samo komponowanie jest bardzo intymnym momentem, kiedy jestem ja, pianino i myśli. To bardzo uzdrawiający dla mnie proces. Natomiast później utwór idzie w świat i każdy odbiorca przeżywa go na swój sposób i tak sobie myślę teraz, że to bardzo piękne 🙂

 

Co dało Ci odwagę, żeby pójść nieszablonową ścieżką i zrealizować swoje marzenia?

Od zawsze byłam oddana muzyce i nie mogę bez niej żyć, więc naturalną konsekwencją tej drogi było zostanie muzykiem. Ale o ile jako nauczyciel śpiewu czułam się świetnie, miałam problem z tym, aby wyrażać się jako artystka, twórca. I chyba myśl o tym, że za dużo czasu zmarnowałam na strach ostatecznie zmotywowala mnie do zrobienia kroku naprzód. Śpiewam o tym w piosence „Wiosna”.

Kto albo co inspiruje Cię w procesie twórczym?

Głównie są to moje emocje i przeżycia, a z czynników zewnętrznych światło, woda, poezja i wschody słońca. Uwielbiam tworzyć nad ranem, gdy wszystko wokół jeszcze śpi.

Czy podczas tworzenia przyświeca Ci jakaś misja? Chcesz, żeby muzyka wywoływała w ludziach konkretne uczucia i emocje?

Chciałabym, żeby moja muzyka pozostawiała po sobie ślad w sercu słuchacza. Żeby nie była obojętna, ale poruszała, wzruszała, skłaniała do refleksji. W tekstach nie uciekam od trudnych emocji, chcę, aby ludzie, którzy przechodzą przez podobne rzeczy mogli poczuć, że nie są sami. 

Jakie jest Twoje największe marzenie związane z muzyką?

Z tych nierealnych – porozmawiać o muzyce z Bachem. A jedno z realnych wielkich marzeń właśnie spełniam – projekt z kwartetem smyczkowym.

 

 

Zajrzymy do Twojej kosmetyczki – co jest Twoim pielęgnacyjnym must have?

Chyba cała moja kosmetyczka to jedno wielkie must have:) a tak serio – pianka do mycia twarzy – uzależniłam się od tej formy oczyszczania i nie wyobrażam sobie nic innego. I hydrolat różany!  I peeling kawowy do ciała.

Tworzenie własnej muzyki wymaga ogromnej odwagi – przekłada się to na wyrażanie się w ubiorze i makijażu?

Akurat w jednym i drugim króluje u mnie minimalizm i unikam eksperymentów.

Rada pielęgnacyjna, którą udzieliłabyś młodszej Almirze?

DEMAKIJAŻ. CODZIENNIE. BEZ WYJĄTKÓW. Pij wodę i nawilżaj swoją tłustą cerę!

Co relaksuje Cię po długim dniu?

Kocham zamulać w domu, więc najczęściej wykonuję wieczorny rytuał pielęgnacyjny, maseczka na twarz, herbata, koty i ostatnio filmy o kosmosie.

Urodowa porada, która zmieniła Twoje przyzwyczajenia?

Nawilżanie mojej tłustej cery. Polubiłam swój „naturalny rozświetlacz” i od kiedy nie walczę o mat za wszelka cenę, moja skóra czuje się i wyglada o niebo lepiej.

Szybki prysznic czy długa kąpiel?

Bardzo długa kąpiel.

Błysk czy mat?

Błysk i satyna.

Wieloetapowa pielęgnacja czy sprawdzony minimalizm?

Kocham wieloetapową pielęgnację, ale są momenty kiedy przechodzę na totalne minimum.

Ostatnie kosmetyczne odkrycie?

Serum z witaminą C Mad Hippie i ultranawilżające Melo. 

 

Dzięki!

Obserwuj Almirę na Instagramie. 

Oblicza kobiecości #12 – Karolina Krasnodębska

Karolina Krasnodębska – masażystka Kobido i entuzjastka medycyny chińskiej. Dziś zdradza nam, kto i dlaczego powinien zainwestować w niechirurgiczny lifting twarzy.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Kobido? 

Jako terapeutka pracowałam głównie z ciałem. Były to masaże zarówno lecznicze, jak i relaksacyjne. Jednakże zawsze pasjonowała mnie twarz i to z tą częścią ciała uwielbiałam pracować najbardziej. W swojej pracy wykonywałam głównie zabiegi pielęgnacyjne, ale to terapie manualne mają dla mnie ogromna moc. Gdy usłyszałam o masażu Kobido poczułam, że to coś dla mnie. Argumentem było również to, że terapia wywodzi się z ukochanej przeze mnie Azji. Kurs był wspaniałym doświadczeniem i furtką do odnalezienia manualnego świata pracy z twarzą. Kobido to moja miłość.

 

Czy masaż Kobido jest dla każdego? Są osoby, którym szczególnie go rekomendujesz? 

Jak w przypadku każdej terapii/ masażu mamy listę przeciwwskazań. W przypadku Kobido jest to między innymi nadczynność tarczycy, choroby skórne jak trądzik różowaty czy też stany zapalne.  Jeśli zainteresowana masażem osoba nie ma żadnych z przeciwskazań, terapia może być wykonana, więc tak naprawdę masaż jest dla każdego. 

Jest grupa odbiorców, dla której zdrowotne i wzbogacające efekty masażu są wyjątkowo dobroczynne. Są to kobiety w wieku od 25. roku życia. To właśnie w tym wieku zaczynają się procesy starzenia się twarzy. Oczywiście jest to proces długotrwały i bardzo indywidualny, ale warto rozpocząć pracę z twarzą szybciej, kiedy procesy starzenia jeszcze nie przybrał większego tempa, który obserwujemy w wieku 35+. 

Dodatkowo serdecznie polecam terapię Kobido osobom mierzącym się z regularnymi bólami migrenowymi. Masaż wspaniale radzi sobie z tym przykrym schorzeniem dzięki relaksacji głębokich tkanek obszaru głowy, twarzy i karku. 

Jak wygląda przykładowa sesja masażu Kobido? 

Kobido to masaż o określonych zasadach i stałych etapach. Ja terapię rozpoczynam od masażu pleców, ponieważ ich napięcie bezpośrednio wpływa na napięcie zlokalizowane w mięśniach głowy, a jeśli mięśnie głowy, czyli m.in. mięsień potyliczny jest spięty, prawdopodobnie będzie spięty również mięsień czołowy, czyli już pojawia się twarz. Nasze ciało jest całościowo zintegrowane. 

Sam masaż twarzy terapeuta rozpoczyna od masażu tkanek głębokich. Jest to intensywna praca mająca na celu rozluźnienie mięśni twarzy. Na tym etapie mogą być opracowywane punkty spustowe na twarzy, dość bolesne rozbijanie napięć mięśniowych. Kolejnym etapem jest relaksacja, podczas której terapeuta z użyciem olejku wykonuje szereg technik relaksacyjnych na twarzy, szyi, karku oraz klatce piersiowej. Po relaksacji wykonywany jest drenaż limfatyczny, dzięki któremu pozbywamy się zastojów limfatycznych, najczęściej zlokalizowanych w obszarze oka oraz podbródka. 

Kolejnym etapem jest lifting, czyli charakterystyczna dla Kobido praca szybkich ruchów oklepywania oraz  oszczypywania twarzy. Bardzo dynamiczna i wymagająca skoordynowania ruchów od terapuety. 

Po części liftingującej dotleniona twarz pozwala nam na plastyczne wymodelowanie jej. Masaż Kobido kończy się bardzo wyciszającą i relaksującą akupresurą. 

Jakie są największe zalety masażu? Czego można się spodziewać po rytuale?

Największą zaletą masażu niewątpliwie jest głęboki stan relaksu, w jaki wchodzi osoba masowana. Dodatkowo twarz po masażu Kobido wygląda na dużo bardziej napiętą, ale również wypoczętą. To za sprawą efektu otwartego oka oraz podniesienia tkanki w górę podczas części liftingującej. 

Kobido wywodzi się z tradycyjnej medycyny chińskiej – czerpiesz z niej jeszcze jakieś inspiracje? 

Oczywiście, głównie podczas pracy na punktach refleksyjnych na twarzy. Dodatkowo medycyna chińska to zbiór wiedzy i pracy poza obszarem pracy manualnej. Do każdego masażu podchodzę w holistyczny sposób, to buduje wyjątkowość tego rytuału. 

Twój pielęgnacyjny must have?

Zdecydowanie będzie to wieloetapowe oczyszczanie. Na co dzień noszę make-up, więc bez skrupulatnego demakijażu masłem się nie obejdzie. Dodatkowo moja pielęgnacja to używanie dermokosmetyków, ponieważ jestem posiadaczka cery problematycznej. 

Jak wygląda Twoja rutyna pielęgnacyjna? Stawiasz na minimalizm czy bliżej Ci do wieloetapowości?

Zdecydowanie wieloetapowość. Demakijaż i tonizacja to obowiązkowe etapy. Uwielbiam sera z kwasem hialuronowym. Dodatkowo kocham się w różnego rodzaju maseczkach na twarz. Często korzystam z takich zrobionych samodzielnie. W kuchni mamy ogrom dobroci dla twarzy np. płatki owsiane czy też miód :). 

Urodowa porada, którą dałabyś sobie z przeszłości?

Mam dwie porady dla siebie z przeszłości. Pierwsza priorytetowa – nie wyciskaj jak coś wyrośnie! Do tej pory mam przebarwienia po takich nieodpowiedzialnych ruchach… 

Druga rada – zrobiłabym testy alergiczne. W większości przypadków przy problematycznej skórze mamy do czynienia z alergiami pokarmowymi. Lepiej wiedzieć co nam szkodzi. 

Rytuał, który pozwala Ci wyrównać oddech po ciężkim dniu? 

Oczywiście to będzie automasaż z jadeitowym kamieniem. To mój rytuał, który pozwala po długim dniu pracy z wieloma twarzami, popracować nad swoją twarzą, czasem zbyt bardzo spiętą. 

Co Cię inspiruje w innych kobietach? Wierzysz w kobiece wsparcie? 

W kobietach jest siła oraz determinacja. Są wyjątkowe, ponieważ są wielofunkcyjne. Potrafią zadbać o sprawy zawodowe, prywatne i rodzinne. Najbardziej inspirują mnie kobiety, które zmieniają swoje plany zawodowe, aby robić to co jest ich pasją. I mało tego, osiągają sukces, bo robią to, co kochają. 

Czy wierzę w kobiece wsparcie? Oczywiście! To właśnie w tym nasza siła i moc.

 

Zaobserwuj Karolinę na Instagramie i dowiedz się więcej o masażu Kobido.

Oblicza kobiecości #11 – Peachee.me

Martyna Grzenkowicz – założycielka bloga Peachee.me, pasjonatka dbania o urodę i holistycznego podejścia do pielęgnacji. Dzisiaj zdradza nam swoje kosmetyczne sekrety i opowiada o początkach kariery beauty influencerki. 

 

Martyna, co z szafki kuchennej będzie pewniakiem, jeśli poczujemy chęć stworzenia kosmetyku DIY?

Jakiś czas temu mocno odeszłam od DIY. Zaczęłam się rozwijać, poszerzać swoją wiedzę i dzisiaj już wiem, że raczej większość rzeczy, które mamy w lodówce, czy szafce kuchennej powinniśmy wkładać do… brzucha, a nie na twarz. Jednak są dwie takie pozycje, które uwielbiam: fusy po kawie – jako surowiec do peelingów do ciała. A także siemię lniane. Gęsta wydzielina ma niesamowite działanie łagodzące i otulające – świetnie sprawdzi się jako SOS dla podrażnionej skóry, czy też jako podkład pod olejowanie włosów. Takie jest moje zdanie na dzisiaj.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogiem? Kiedy poczułaś, że chcesz się zajmować edukacją w zakresie pielęgnacji zawodowo? 

Bardziej określiłabym to jako działalność social – mediową. Prawda jest taka, że mój blog na chwilę obecną trochę przycichł. Główna działalność jaką się zajmuję, to przede wszystkim kręcenie contentu video – zarówno na TikToka, jak i na Instagram. Już od dawna czułam, że chciałabym pokazywać innym jak o siebie dbać i jestem niesamowicie wdzięczna Wszechświatowi, że mi to umożliwia. A wszystko tak naprawdę rozpoczęło się od… rzucenia pracy w TV…

Przygoda w telewizji? Czym zajmowałaś się wcześniej? 

Tak, przez 8 lat pracowałam w telewizji – najpierw w Polsacie, a potem TTV. Jeszcze pewnie można zobaczyć ze mną jakieś stare odcinki DeFacto na antenie TTV.

Skoro masz już za sobą ten etap – jakie dalsze zawodowe plany na przyszłość? Działasz spontanicznie czy realizujesz wcześniej ustalony przez siebie plan?

Zawodowe plany na przyszłość: robić więcej mniejszym nakładem sił :-). Nawet na te pytania odpowiadam z totalnym opóźnieniem, właśnie ze względu na to, że wiecznie jestem w  niedoczasie ;-). Jestem w momencie życia, w którym podjęłam decyzję: zmieniam to. I niech się dzieje, co chce. Praca jest dla mnie jednym z najważniejszych aspektów życia. Kocham pracować, kocham swoją pracę, totalnie nie jestem typem Matki Polki, nie odnalazłabym się dbając o dom, gotując codziennie obiadki… Ale czasem trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, bo przepracowanie może doprowadzić do przegrzania, zmęczenia tym, co w rzeczywistości kochasz i uwielbiasz robić. A tego po prostu nie chcę. 

Brzmi rozsądnie – trzymamy kciuki za zmiany. Teraz z przyjemnością dopytamy o pielęgnację. Jaki jest Twój pielęgnacyjny must have?

Kiedyś odpowiedziałabym serum. Dzisiaj – krem z filtrem zdecydowanie!

Poruszając temat dbania o siebie wspominasz o połączeniu tradycji Wschodu i Zachodu – co to oznacza w praktyce?

W praktyce oznacza to dla mnie połączenie siły natury i nowoczesności. Praktyki Wschodu to dla mnie właśnie natura, metody alternatywne. Praktyki Zachodu to totalna nowoczesność. Wierzę, że złoty środek i najlepsze rozwiązanie to spotkanie się pośrodku. W ciągu ostatniego roku jeszcze większego znaczenia nabrała dla mnie właśnie ta praktyka wschodnia – czyli zagłębienie się w siebie, medytacja, oddech. Coś, bez czego nie wyobrażam sobie już dzisiaj życia.

Pomagasz dziewczynom odnaleźć swoją ścieżkę pielęgnacyjną – co jest najczęstszym kosmetycznym grzechem Polek?

Nie lubię słowa “grzech” ;-), ale wiem o co Ci chodzi. Myślę, że dzisiaj jeszcze wiele osób nie zwraca uwagi na codzienne stosowanie kremu z filtrem, lubi się przysmażyć na słoneczku i to z dodatkiem przyspieszacza – to jest naprawdę na maxa złe. Słońce jest wspaniałe, ale promienie uv przyczyniają się do powstawania raka skóry, a także do szybszego starzenia. Dlatego to podstawa pielęgnacji.

Jakie są Twoje ulubione sposoby na relaks i domowe spa? Jak odpoczywasz po pracy? 

Dobre pytanie! Tak jak mówiłam… jestem na etapie: zaczynam mniej pracować i niech się dzieje co chce, bo w ostatnim czasie potrafię zaczynać pracę o 8 rano i kończyć o 1-2 w nocy. To jest moment, w którym rewiduje swoje zajętości i zobowiązania. 

Relaks? To dla mnie przede wszystkim rozwój duchowy i osobisty. W każdej wolnej chwili słucham czegoś na ten temat albo czytam książki. To pozwala mi spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy, sprawia, że nawet jeżeli mam gorszy moment, to potrafię go zlokalizować, a nie zatopić się w nim. Myślę, że jeszcze 2 lata temu nawet nie zauważyłabym tego, że czas coś zmienić. Teraz to widzę i jestem tego świadoma, a to jest niesamowity sukces. Więc zdecydowanie: rozwój duchowy i osobisty to dwa aspekty mojego życia, które dają mi ulgę i oddech.

Co myślisz o pojęciu “kosmetycznego minimalizmu”? Wolisz upraszczać swoje rytuały czy kolekcjonować nowości?

Z racji mojej pracy daleko mi do kosmetycznej minimalistki ;-). Aczkolwiek uważam, że każdy powinien komponować swoje rytuały tak, jak czuje. Chcesz mieć 10 kosmetyków w jednej pielęgnacji? Go for it! Byle Ci to wszystko służyło i byle byś pamiętała o kremie z filtrem! 🙂

Chętnie zerkniemy do Twojej kosmetyczki – czego obecnie używasz? Co w ostatnim czasie podbiło Twoje serce?

Obecnie używam mnóstwo kosmetyków :D. Oczywiście nowości od Polemiki skradły moje serduszko, w ostatnim czasie i na na nowo przeżywam też fascynację Waszym Hydrofilnym masełkiem. Obecnie jestem na etapie mocnego testowania różnych produktów, co nie zawsze kończy się… dobrze 😉

 

Więcej o kosmetycznych odkryciach Martyny dowiecie się z jej konta na Instagramie.

 

 

Oblicza kobiecości #10 – Ciao Basia

Ciao Basia – trend reasercherka, właścicielka marki biżuteryjnej i chodząca inspiracja. Jej profil na Instagramie to jedno z najbardziej kolorowych i optymistycznych miejsc w sieci. Dziś pytamy Basię o jej pielęgnacyjne rytuały i trendy na nadchodzący sezon. 

 

Otwarcie deklarujesz swoją miłość do Italii – czy jest coś w pielęgnacji (a może w sposobie bycia) Włoszek, co Cię zachwyciło? 

Jeśli chodzi o ich sposób bycia to zachwyca mnie dosłownie wszystko. Nic nie daje mi takiej radości i szczęścia jak obserwowanie ich w codziennych sytuacjach. Kocham to, że Włoszki są sobą, zawsze. Mają swój unikatowy styl, nie odmładzają się na siłę i żyją trochę w myśl zasady Dolce Far Niente.

 

Czy tak jak z ubiorem lubisz też eksperymentować z makijażem? Wyraziste usta i kolorowe oko to coś dla Ciebie? 

To ciekawe, bo akurat w tej kwestii stawiam na naturalność. Kolorowego oka nie nosiłam chyba od czasów studniówki, ale w przypadku szminek mam większą otwartość, zdarza mi się faktycznie poszaleć z fuksją czy czerwienią 🙂

 

Jak oceniasz styl z polskich ulic? Jesteśmy jako Polki zachowawcze czy może zaczynamy eksperymentować? 

Myślę, że przez lata był dość bezpieczny, teraz dynamicznie zaczyna się to zmieniać. Wystarczy spojrzeć nawet na to, w jaki sposób polskie marki i polscy projektanci podchodzą do swoich kolekcji. Z bezpiecznych szarości i klasycznych granatów idą w stronę pasteli czy nasyconych barw.

 

Od czego zacząć kolorową rewolucję w swojej szafie? Co poleciłabyś osobie, która ma garderobę wypełnioną bezpiecznymi, czarnymi outfitami? 

Od inspiracji, zdecydowanie od inspiracji. Najłatwiej znaleźć jakieś zestawienie kolorystyczne, które najmocniej do nas przemawia (nie mówię tu o gotowym outficie – to może być np. nasz ulubiony obraz, czy paleta znaleziona na pintereście 🙂 ) Warto też je dawkować na początku, żeby się nie zrazić, bo dla osób noszących neutralne kolory może to być spory przeskok.

 

Co Cię inspiruje do działania? 

Ludzie i kolory! Dla mnie to są największe inspiracje. Uwielbiam spędzać czas na rozmowach ze znajomymi w realu bądź sieci. Na instragramie wciąż poznaję nowe, kreatywne osoby, z którymi wymieniam się doświadczeniami i spostrzeżeniami na różne około modowe tematy. Z kolorami mam tak, że ja się śmieje, że po prostu je przyciągam. Staram się mieć otwartą głowę i zwracać uwagę na wszystkie kolorowe szczegóły, którymi się otaczam.

 

Śledzenie trendów i wybiegów to Twoja codzienność. Czego możemy spodziewać się w najbliższym sezonie? Czy tej wiosny znudzimy się domowymi, wygodnymi ubraniami czy może zostaniemy w dresie na dłużej? 🙂 

Każdy nowy etap przynosi nowe zmiany. Tak będzie i tym razem. Nie powiem, że całkowicie porzucimy loungewear, bo trendy, które odpowiadają na potrzeby komfortu dużo łatwiej się adaptuje i z nimi dużo trudniej się rozstaje, ale ten sezon będzie obfitował w sporą dawkę modowego szaleństwa. W miarę upływu czasu, kiedy porzucimy bezpieczne domowe oazy i możliwości pozwolą nam wracać choć w małym stopniu do poprzedniego życia, zapragniemy nosić tę radość na sobie. Będzie kreatywnie i kolorowo!

 

Twój kosmetyczny must have.

Mam ich sporo, ale jednym z nich jest oczywiście Hydrofilne masło oczyszczające z matchą od Polemiki 🙂

 

Połysk czy mat?

Zdecydowanie połysk!

 

Jak wygląda Twoja rutyna pielęgnacyjna? Stawiasz na minimalizm czy bliżej Ci do wieloetapowości? 

Kiedyś był to minimalizm. Teraz tak jak w przypadku mody jest to maksymalizm! Nauczyłam się wieloetapowej pielęgnacji i już się z nią nie rozstanę. Myślę, że przyszło mi to z wiekiem, kiedyś stawiałam na makijaż, teraz zdecydowanie na pielęgnację. Oczyszczanie, tonizowanie, krem, serum – jest tego sporo, ale zawsze staram się nie robić tego na ostatnią chwilę, tylko dać sobie faktycznie ten czas i traktować to jako rytuał.

 

Rytuał, który pozwala Ci zwolnić i zrelaksować się po pracowitym dniu.

Co do rytuałów to wciąż uczę się tego work-life balance. Przychodzi mi to dość trudno, ale staram się w ciągu dnia robić coś dla siebie. Czasami jest to spacer, czasami jazda rowerem, a gdy tego potrzebuję to godzina z kanapą i netflixem. Wyznaję zasadę, że wszystko trzeba robić w zgodzie ze sobą.

 

Urodowa porada, która zmieniła Twoje przyzwyczajenia? 

Mniej znaczy więcej!

 

 

 

Odpowiadała: Ciao Basia 

Pytała: Weronika Kwiatkowska 

Oblicza kobiecości #9 – Joanna Popiół

Joanna Popiół – właścicielka Holistycznej Pracowni Urody, entuzjastka naturalnej pielęgnacji i holistycznego podejścia do dbania o siebie. W dzisiejszym wywiadzie opowiada o drodze, którą przeszła i zmianach, które pozwoliły jej w nowy sposób zatroszczyć się o siebie i jej klientki. 

 

Jesteś w branży kosmetycznej od dawna. W pewnym momencie zdecydowałaś się na dużą zmianę i obranie zupełnie nowego kierunku – holistycznego skupienia na człowieku. Co Cię do tego skłoniło? 

Jestem kosmetologiem z zawodu. Od razu po zakończeniu edukacji zaczęłam pracę w zawodzie i otworzyłam swój salon. To był czas ciągłych inwestycji, zmian, pogoni za nowościami i trendami. Praca po 12 godzin i wyścig szczurów w branży. Intensywne tempo życia doprowadziło do choroby serca, która zmusiła mnie do zmiany priorytetów. 

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że takie zmiany nigdy nie są proste. Jak zaczęła się Twoja metamorfoza? 

Przyjaciółka zabrała mnie na tygodniowy pobyt z jogą i medytacją. Ten czas zmienił bardzo dużo i rozpoczął mój proces. Zaczęłam od oczyszczania organizmu i podjęcia decyzji o zmianie życiowych priorytetów. Po powrocie do domu praktykowałam dalej jogę i medytację, ale wiedziałam, że zmiana zawodowa będzie wymagała ode mnie więcej energii. Zaczęłam czytać o ajurwedzie oraz medycynie chińskiej. Na samej lekturze się nie skończyło. Kiedy poczułam, że to właściwy kierunek dla mnie, zaczęłam się kształcić w tym kierunku.

 

Ajurweda? Opowiedz o tym więcej. Miałaś kogoś, kto prowadził Cię w tym procesie? 

Pierwsze kroki w świecie ajurwedy pomogła mi stawiać Switlana Tvardovska – terapeutka ajurwedy, która jest także autorką Hollywood Lifting Massage. Dzisiaj podczas szkoleń rozpowszechniam jej metody w Polsce. 

Filozofia życia według ajurwedy wpłynęła na moje życie zawodowe. Zaczęłam rezygnować z maszyn w salonie i inwazyjnych zabiegów, które były wtedy dość popularne. Zamiast tego zaczęłam wprowadzać masaże, a moim głównym narzędziem pracy stały się moje ręce. Otoczenie było dość zaskoczone – dziś koleżanki po fachu przychodzą do mnie na szkolenia. 

Nie mogę nie wspomnieć, że dużą rolę w moim życiu odegrała także Beata Pieczyńska – doktor medycyny chińskiej. Zaczęłam jeździć na jej wykłady i warsztaty, a to otworzyło mi oczy na wiele spraw. Dzięki niej zaczęłam zmieniać swoje życie, a potem także życie moich pacjentów. 

Co myślisz o polskim rynku kosmetyków naturalnych? 

Jestem nim zachwycona! Uważam, że polski rynek kosmetyków naturalnych jest pionierski. Jestem pod wrażeniem w jakim tempie się to wszystko rozwija. Zawsze będę promowała polskie brandy – robimy kawał dobrej roboty. 

 

Nie mogę nie zapytać o Twoją pielęgnację – co dla Ciebie jest kluczowe? 

Trzymam się dwóch zasad – systematyczność i minimalizm. Wiem, że często mamy tendencję do tego, żeby mieć wypchaną szafkę z kosmetykami. Wolę stawiać na pojedyncze produkty dopasowane do indywidualnych potrzeb skóry i obserwować ich skuteczność. 

Podstawą jest także demakijaż! To obowiązkowy etap całej pielęgnacji. Obecnie testuję Hydrofilne masło oczyszczające i jestem pozytywnie zaskoczona jego działaniem – przy samym oczyszczaniu już zauważam proces pielęgnacji. Kocham toniki i hydrolaty – lubię spryskać nimi skórę, a chwilę później nakładam serum. 

Dodatkowo rano stawiam na nawilżanie – przemywam twarz tonikiem i nakładam kwas hialuronowy. Z kolei wieczór to czas na odżywianie – używam obecnie serum z witaminą C oraz kremu pod oczy z peptydami. 

Nie wyobrażam sobie także pielęgnacji bez automasażu – w zależności od potrzeb używam do niego płytki gua sha lub po prostu dłoni. 

 

Masz swoje rytuały, bez których nie zaczynasz dnia? 

Zaczynam od porannej medytacji, oklepywania ciała, szklanki ciepłej wody i karty z afirmacją. Przede wszystkim staram się trzymać planu – wiem, że te małe rytuały znacząco wpływają na dalszą część dnia. 

Ale to nie wszystko! Pilnuję nawilżenia i ilości wody, którą wypijam. Polecam dodać do szklanki wody soli himalajskiej albo skorzystać z mieszanki octu jabłkowego z miodem. Warto także sięgać po świeżo wyciskane soki i naturalną witaminę C na przykład z dzikiej róży. 

 

Jak wdrażać te rytuały, gdy jesteśmy skrajnie zapracowani? Czujemy, że potrzebujemy zmiany, ale nie mamy na to siły? 

Nigdy nie ma dobrego momentu na zmianę. Warto narzucić sobie swego rodzaju dyscyplinę przy wdrażaniu nawyków – pilnować się, stawiać sobie cele. Wiem, że to nie jest wygodne, ale to klucz do zmian. 

 

Mam wrażenie, że jesteś wyjątkowo zrelaksowana. Podziel się swoimi sposobami na wyrównanie oddechu – myślę, że sporo osób w trakcie pandemii walczy ze stresem. 

Przede wszystkim polecam oddech – to zawsze pomaga. Oprócz tego – wyjazd w dzicz – często nie doceniamy tego, jak dużo wyciszenia, zapachów i przestrzeni daje nam natura. 

 

 

Obserwuj Joannę w social mediach: https://www.instagram.com/holistycznapracowniaurody/

 

Oblicza kobiecości #8 – Agnieszka Toczek

Agnieszka Toczek – dyplomowana nauczycielka jogi i entuzjastka naturalnej pielęgnacji. O poszukiwaniu swojej drogi i powrotach do natury. 

 

Jak zaczęła się Twoja przygoda z jogą? Co dała Ci ta forma aktywności?


Moja przygoda z jogą kundalini zaczęła się 6 lat temu w momencie, kiedy życiowy grunt osunął mi się spod nóg.
Poczułam wypalenie i brak sensu we wszystkich obszarach swojego życia.
Próbowałam wszystkiego, co by mnie wyrwało z tej matni.
Zaczęłam szukać wsparcia u coachów, psychologów, astrologów, na warsztatach pracy z ciałem, umysłem, emocjami, wykładach o sile kobiet, asertywności, przedsiębiorczości i kursie mindfulness… Przeczytałam całe regały książek i obejrzałam masę wykładów o motywacji, psychologii, przekonaniach, fizyce kwantowej, afirmacji, podświadomości, naszym umyśle i wielu innych.


W tym ciągu poszukiwań przez przypadek trafiłam na zajęcia jogi kundalini.
Podczas pierwszej lekcji mój umysł szalał, kwestionował i oceniał wszystko, namawiał mnie do rezygnacji.
W momencie medytacji wydarzyło się coś dziwnego – zaczęłam mocno płakać.
Nie miałam pojęcia co się dzieje. Szukałam na to logicznego wytłumaczenia.
Po zajęciach dowiedziałam się, że medytacja była na oczyszczenie bólu i konfliktów w nas.


Płacz był znakiem, że organizm reagował na działanie praktyki. Teraz wiem, że po raz pierwszy dotknęłam i połączyłam się ze sobą, ze swoim sercem i duszą. Zszokowało mnie, że jest fizyczny objaw pracy nad moja „psychiką”.
To był moment przełomowy, od którego zaczęłam doświadczać magii za pomocą regularnych praktyk jogi kundalini i tego jak te techniki zmieniają mój świat wewnętrzny i przynoszą cuda w świecie zewnętrznym.

Kundalini jest moją codziennością od 6 lat, nie tylko wsparciem w trudnych chwilach. 
Pogłębiam ją doświadczając cudów, jestem też dyplomowanym nauczycielem.
Dzięki jodze kundalini znalazłam siebie i zaczęłam żyć w zgodzie ze sobą.

Jaką wskazówkę dałabyś osobom, które zaczynają swoją przygodę z jogą? Jak zacząć? Co może im dać regularna praktyka?

Moja rada to po prostu zacząć. Praktyka jest najważniejsza.   

W jodze kundalini nie jest istotny stopień zaawansowania i sprawność fizyczna.
Może doświadczać jej każdy bez względu na wiek, stan zdrowia, pochodzenie, narodowość wyznanie czy religię.

Ten rodzaj jogi  pracuje z naszym wnętrzem, potencjałem oraz podświadomością. 

Uwalnia nas od  podświadomych bloków, słabości na różnych płaszczyznach naszego życia.

 

Regularna praktyka wypracowuje w nas coś bardzo cennego, daje nam spokojny medytacyjny umysł – inaczej neutralny, który zauważa wszystko i nie reaguje na nic. Pozwala ze spokojem przechodzić przez wyzwania życia codziennego.

Każdy z nas ma swoje granice, słabości, które rozpuszczamy na macie, przekształcając je w siłę charakteru.

Dzięki praktyce zanurzamy się  w głąb siebie, budujemy harmonię, co wpływa na to, co dostajemy później w życiu.

Czy w Twoim odczuciu pandemia sprawiła, że ludzie wracają do korzeni i naturalnych rozwiązań?

 Myślę, że pandemia dała nam możliwość zwolnienia i zatrzymania się, zauważenia siebie, zrozumienia, że wszystkie odpowiedzi są w nas samych.

Świat na zewnątrz i strefy materialne, które go budują są ulotne i nie dają poczucia bezpieczeństwa. Poczucia balansu należy szukać gdzie indziej, w relacjach czy w dbaniu o samego siebie. Oczywiście strefa materialna jest bardzo ważna, ale zauważajmy inne aspekty naszego życia.

Zgadzam się z tezą, że ludzie zaczęli wracać do korzeni i szukać naturalnych rozwiązań –  szukać czegoś więcej. Zaczęli wracać do siebie. Trochę przymuszeni dystansem społecznym i zamknięci w domach, w mikro społecznościach. To jak skorzystaliśmy z tych ograniczeń to indywidualna sprawa, na pewno można z tej globalnej lekcji wyciągnąć coś dobrego dla siebie. Widzę też światowy trend powrotu do natury, rozwoju, poszerzania świadomości co jest bardzo ważne i dobrze, że tak się dzieje.

 

 Czy wyciszenie, które daje Ci medytacja przekłada się na inne obszary Twojego życia? Czy masz potrzebę upraszczania życia? Jak przekłada się to na Twoją kosmetyczkę – jesteś minimalistką?

 Medytacja oczyszcza mój umysłu z negatywnych myśli, wzorców i złych nawyków.
Dzięki niej koncentruję uwagę i trwam w stanie skupienia by w nieporuszony sposób przechodzić przez wyzwania życia.

Daje mi spokój, ale i zaufanie że jestem dobrze prowadzona i wszystko co dzieje się w moim życiu jest właściwe.

Co do mojej kosmetyczki – znajdują się w niej przede wszystkim produkty naturalne z dobrymi składami. Przyznam szczerze, że na punkcie kosmetyków mam bzika, ale nie mam ich nieskończonej ilości. Dużo testuję, sprawdzam, próbuję i wybieram te, które odpowiadają mojej filozofii życia.

Stawiam zawsze na jakość. Uwielbiam polskie marki, które mają naprawdę bogatą ofertę i są produkowane przez świadome osoby. Ostatnio zakochałam się też w olejkach eterycznych klasy terapeutycznej, które polepszyły jakość mojego życia i które również wykorzystuję w kosmetyce.

Przywiązuję dużą wagę, by moje wybory były dokonywane z poszanowaniem planety, natury i w zgodzie z filozofią Fair Trade.


Co sprawia, że czujesz się kobieco? Co pozwala Ci “rozkwitnąć”?

 Myślę, że to codzienne drobnostki sprawiają, że czuję się kobieco.

To, jak mąż przynosi mi bukiety konwalii czy tulipanów. To jak patrzy na mnie rano całkowicie naturalną i w dresie 😊

Kobieco pozwalają mi się czuć jego dobre słowa i komplementy.

Rozkwitam dzięki samorealizacji i budowaniu swojej siły, która daje mi niezależność.

Tak naprawdę wykonując „typowo męskie” zadania czuję się bardzo kobieco.

Jednak bycie  kobiecą to też: bycie otwartą na nowe, radosną, wrażliwą,  empatyczną. 

Myślę, że otwarte nastawienie do świata i ludzi to też moja cecha kobiecości.

 

Masz swój kosmetyczny must have i rytuał pielęgnacyjny, który pozwala Ci się prawdziwie zrelaksować?

Ważny jest dla mnie cały etap pielęgnacji i oczyszczania skóry. Dużą wagę przywiązuję do pielęgnacji twarzy i włosów.

Na pewno krem i serum to kosmetyki, bez których byłoby mi ciężko wyobrazić sobie dzień.

Moim ostatnim odkryciem jest Hydrofilne masło oczyszczające z marki Polemika

Fantastyczna konsystencja i działanie, pozostawia skórę oczyszczoną z uczuciem nawilżenia. 

Wśród moich rytuałów pielęgnacyjnych znajduje się szczotkowanie i olejowanie ciała. To co mnie relaksuje to dyfuzowanie moich ukochanych olejków klasy terapeutycznej Doterra. Szczególnie przed snem. Uwielbiam wykorzystywać je do potraw, kremów, pielęgnacji, wspierając szeroko swoje zdrowie i emocje.

Zaobserwuj Agnieszkę: