Oblicza kobiecości #16 – Ewelina, właścicielka Laboratorium Dobrego Nastroju

„Gdyby tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady?”. Słyszeliśmy to zdanie nie raz. Dzisiaj w naszym cyklu „Oblicza kobiecości” gościmy Ewelinę która pożegnała się z bezpiecznym etatem w męskiej branży i poszła za głosem serca. Tak powstała marka Laboratorium Dobrego Nastroju – resztę, w inspirującej rozmowie, dopowie sama.

 

Od tramwajów i 200 śrub do świeczek… Twoja historia jest bardzo nieoczywista – jak wcześniej wyglądało Twoje życie i skąd pomysł na taki biznes?

Zawsze myślałam, że pójdę dość utartą, tradycyjną ścieżką – porządne studia, a potem praca na etacie. Przez kilka lat pracowałam w dużej firmie kolejowej, gdzie zarządzałam około setką osób. Jak można się domyślić, w pracy przebywałam głównie wśród mężczyzn, a moje zadania były bardzo praktyczne. Zresztą zawsze myślałam, że taka właśnie jestem, czyli konkretna i rzeczowa, a nie kreatywna. Potem okazało się, że jednak jest inaczej, a kreatywność, choć przez tyle lat tłumiona, ujrzała światło dzienne. Zdecydowałam, że chcę iść za tym, co dla mnie najważniejsze, a są to relacje, ludzie i tworzenie rzeczy związanych z codziennym, dobrym życiem. I tak pojawiło się Laboratorium.

 

 Funkcjonowałaś wcześniej w „męskim świecie” – czego Cię to nauczyło, a co musiałaś odkryć na nowo?

Kilka lat w „męskim świecie” nauczyło mnie bardzo wiele np. organizacji, jasnego wyznaczania celu, podejmowania decyzji, pracy w Excelu i przeklinania 😉 Jestem naprawdę wdzięczna za to doświadczenie. Czułam jednak, że brakuje mi kobiecej energii, szukałam balansu. Musiałam na nowo nauczyć się słuchać intuicji i zaufać sercu, a nie tylko liczbom i tabelkom.

 

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem w momencie zmiany? Co z perspektywy czasu chciałabyś usłyszeć od samej siebie?

Najtrudniejsze było zaufanie sobie, dopuszczenie do głosu intuicji, odkrywanie siebie i dokonanie takich wyborów, które były kompletnie sprzeczne ze „zdroworozsądkowym” podejściem, jakie wyznawałam do tamtej pory. Chciałabym wtedy usłyszeć, żeby się nie bać i żeby szybciej działać. Zanim odeszłam z pracy byłam wykończona i dostawałam mnóstwo sygnałów w głowie i w ciele, które powinnam wcześniej uszanować i zadbać o zdrowie psychiczne oraz fizyczne. 

 

Jak zaczęłaś szukać swojej drogi? Skąd pomysł na „pachnący” biznes?

Po wielu sygnałach, w końcu przyznałam się przed samą sobą, że muszę przewartościować swoje życie. Chodziły mi po głowie słowa nastrój, atmosfera, empatia, natura – wokół nich chciałam budować swoją nową ścieżkę. Miałam wiele pomysłów, a ten na Laboratorium wyklarował się, gdy połączyłam olejki eteryczne, naturę, ekologię oraz dobry nastrój.

 

Co dało Ci siłę w procesie zmiany? Gdzie szukałaś spokoju, gdy pojawiały się wątpliwości?

Na pewno wsparcie mojego partnera, który w chwilach zwątpienia powtarzał, że się uda. Poza tym, dużą motywacją była chęć oderwania się od męskiego technicznego świata, do którego nie chciałam już wracać. 

Spokój dawało mi samo działanie np. proces wylewania świec, a także joga, medytacja i praktyka uważności. Poza tym, dużą rolę odgrywały spotkania z kobietami, które robią podobne rzeczy i zmagają się z analogicznymi problemami. 

 

Gdzie widzisz siebie za 5 lat? Planujesz następne rewolucje?

Staram się mieć otwartą głowę na wszystkie pomysły i zmiany, chcę być elastyczna i odnajdywać się w tym, co przynosi życie. Nie myślę za wiele o tym, co będzie za kilka lat.

Co Cię twórczo inspiruje? Co napędza Cię do działania?

Inspirują mnie kobiety, które poznaję i które podążają za swoimi wartościami, a także zadowoleni i świadomi klienci.

Poza tym ogromną inspiracją jest dla mnie natura i dopasowywanie się do jej cyklu – zimą to zakładanie ciepłych skarpet i świeca, a latem rześkie mgiełki rozpylane na skórę. 

 

Jak wsłuchać się w siebie? Jak dopuścić swoje marzenia do głosu? Masz na to swoją metodę? 

Odważyć się, nie analizować zbyt dużo, ufać swojemu ciału i wewnętrznym sygnałom, otworzyć się na intuicję.

 

Twój pielęgnacyjny must have? Co obowiązkowo musi znaleźć się w Twojej kosmetyczce?

Zdecydowania dobre wielofunkcyjne mydło oraz moje ulubione Hydrofilne masło z Polemiki do demakijażu.

 

Wolisz testować czy jesteś wierna raz sprawdzonym kosmetykom? Jest Ci bliskie pojęcie kosmetycznego minimalizmu?

Jestem raczej minimalistką i wolę mniej uniwersalnych produktów, nie mam osobnego kremu do każdej części twarzy. Od czasu do czasu testuję nowe produkty, staram się być otwarta, ale zazwyczaj wybieram to, co już się u mnie sprawdziło. 

 

Twój sposób na złapanie oddechu po długim dniu? Co Cię relaksuje? 

Spacery, spotkania z ludźmi, joga, książka, świeca, kąpiel – w zależności od nastroju.

 

Jeden produkt z Twojego sklepu, z którego jesteś szczególnie dumna?

Świeca do masażu, która uwodzi pięknym zapachem, otula i nawilża skórę jak ciepły balsam.  

 

Błysk czy mat?

Mat, wszędzie.

 

Długa kąpiel czy energetyczny prysznic?

Na co dzień prysznic, od czasu do czasu dłuższa kąpiel.

Pytała: Weronika Kwiatkowska

Odpowiadała: Ewelina, właścicielka marki Laboratorium Dobrego Nastroju 

Oblicza kobiecości #15 – właścicielka marki NowBrow

Grace Drane – przedsiębiorczyni, wizjonerka i właścicielka biznesu, który propaguje w Polsce trend nitkowania brwi. Zapytaliśmy ją o początki biznesu w Polsce, codzienne funkcjonowanie w Anglii i kosmetyczne odkrycia.

Skąd pomysł na biznes skupiony wokół brwi? Kto Cię zainspirował do działania w tej branży? 

Mieszkam na stałe w Anglii i zauważyłam, że nitkowanie (ang. threading) brwi stało się tutaj bardzo popularne. Jest to naturalna sztuka depilacji brwi i innych obszarów twarzy przy pomocy odpowiednio skręconej, bawełnianej nitki. Po analizie rynku w Polsce okazało się, że ta metoda jest tutaj prawie nieznana, a w Łodzi – moim rodzinnym mieście, nikt o niej nie słyszał i nie potrafił jej wykonać. Wtedy podjęłam decyzję – czas działać! 

 

Czy Twoim zdaniem Polki są otwarte na pielęgnacyjne eksperymenty? Czy dużo energii kosztowało Cię wprowadzenie nowości, jaką jest nitkowanie na polski rynek?

Myślę, że Polki są otwarte, choć do nitkowania podeszły dość nieufnie. Nie potrafiły sobie wyobrazić, jak skręconą nitką można idealnie wymodelować łuk brwiowy i usunąć niechciane włoski z twarzy. Nasz pierwszy Brow Bar był tak zaprojektowany, aby była możliwość dyskretnego ‘podejrzenia’ z boku tej rewelacyjnej sztuki depilacji.  

Twój pierwszy salon nitkowania brwi był formą pomocy dla siostrzenicy. Wierzysz w kobiece wsparcie? 

Tak, faktycznie moja siostrzenica – Paulina Kuszczak – zaraz po studiach rozpoczęła pracę w firmie deweloperskiej taty, ale nie czuła się w tym dobrze. Szukała trochę innego pomysłu, żeby realizować swoje ambicje, ale brakowało jej trochę pewności siebie. Poprosiłam ją, żeby przyleciała do mnie do Anglii i spróbowała nitkowania na sobie. Pokochała je od razu i postanowiliśmy zacząć razem działać.  Osobiście wierzę, że to bardzo ważne, aby wspierać inne kobiety. Kocham pomagać, dzielić się dobrą radą, cieszyć się z sukcesów innych, jeżeli widzę stojące za tym duże zaangażowanie i pasję.

Twoje największe biznesowe marzenie?

Marzę o tym, aby NowBrow było utożsamiane z mistrzowskim nitkowaniem, pięknymi stylizacjami brwi, wyjątkowym podejściem do obsługi klienta i zaangażowaniem społecznym dzięki naszym działaniom charytatywnym.

Żyjesz na co dzień poza Polską – co Cię inspiruje w angielskich kobietach, a co w polskich? 

Lubię w angielskich kobietach ich duży dystans do siebie. Zdecydowanie są mniej krytyczne niż Polki i są bardziej wyluzowane. Choć bardzo lubią modę, to ubierają się tak, żeby to głównie im podobały się stylizacje i nie martwią się o ocenę otoczenia. Wywierają na siebie zdecydowanie mniejszą presję pod tym względem.

Polki  zdecydowanie więcej uwagi przywiązują do tego, jak będzie oceniony ich wygląd, są dość przeczulone na tym punkcie. W tym wszystkim są bardzo świadome swojej urody i zdecydowanie bardziej o nią dbają. W porównaniu do mieszkanek UK więcej wymagają od siebie i innych. Lubię w nich również ich przedsiębiorczość.

Twój rytuał pielęgnacyjny po długim i męczącym dniu?

Obowiązkowo zmywam makijaż. Nie używam go dużo  w ciągu dnia, ale nie wyobrażam sobie, żeby go dokładnie nie usunąć. Muszę czuć, że moja skóra jest idealnie czysta. 

Ulubiony kosmetyk, z którym się nie rozstajesz?

BioOil do skóry. Uwielbiam go położyć nawet pod podkład, wtedy nadaje mojej skórze pięknego efektu glow. 

 

Błysk czy mat?

Zdecydowanie błysk. Bardzo lubię efekt glow.

Wieloetapowa pielęgnacja czy sprawdzony minimalizm?

Raczej minimalizm. Uważam, że ‘less is more’.  

Ostatnie kosmetyczne odkrycie?

Kosmetyki marki The Ordinary – rewelacyjne w działaniu, super proste opakowania i do tego świetna cena.  

Rada pielęgnacyjna, którą udzieliłabyś młodszej wersji siebie? 

Mam 18-letnią córkę i ciągle jej powtarzam, żeby używała kremu z SPF 30 w mocno słoneczne dni i dokładnie zmywała makijaż na noc. To samo powiedziałabym samej sobie. 

Działania Grace można podglądać na Instagramie: https://www.instagram.com/nowbrowprofessionaleyestudio/

Oblicza kobiecości #14 – Małgorzata Bielczyk

Jak ma się kobiecość do wieku? Dokładnie tak, jak postanowisz. Najlepszym potwierdzeniem tej teorii jest bohaterka naszej kampanii wizerunkowej – Gosia Bielczyk. Jej urok i entuzjazm potwierdzają, że wiek nie musi być ograniczeniem.

 

Mówi się, że “starość się Bogu nie udała”, Ty jesteś tego zaprzeczeniem. Jakie są Twoje sekrety na zachowanie energii i entuzjazmu?

Tak, to prawda – chyba czuwa nade mną Opatrzność. Myślę, że nie można wracać do przeszłości i trzeba żyć teraźniejszością. Zawsze byłam osobą pogodną i uśmiechniętą. Z uśmiechem żyje się łatwiej.
Traktuję innych tak, jakbym sama chciała być traktowana – życzliwie i z szacunkiem.
Staram się dbać o zdrowie i kondycję fizyczną, ale to nie zaczęło się dzisiaj. Ten stan trwa już od lat. Lubię zwierzęta, kwiaty, przyrodę.To daje mi prawdziwą radość.

Czy młodość jest powiązana z wiekiem czy stanem umysłu? Czujesz się młodo?

Młodość to stan umysłu. Mówią, że wiek to tylko liczba.
Oczywiście, że czuję się młodo i staram się z tego korzystać. Będąc na emeryturze “nie mam czasu”, bo ciągle coś mam do zrobienia i to jest fantastyczne. Mam jeszcze mnóstwo planów, oczywiście nie takich odległych.

Kto Cię inspiruje modowo? Gdzie szukasz pomysłów na nowe stylizacje?

Mam taki zwyczaj, że chodzę regularnie do galerii handlowych zobaczyć, “co słychać” tzn. co aktualnie się nosi, oczywiście do sklepów, w których ubiera się młodzież, bo przecież styl nie ma wieku.
Lubię klasykę z odrobiną szaleństwa. Uwielbiam kapelusze, berety i czapki. Prowadzę na Facebooku profil Damą być, gdzie pokazuję projekty wielkich projektantów mody.
W każdą niedzielę w Krakowie, na Placu Nowym, odbywa się sprzedaż super ubrań i tam znajduję perełki w dobrej cenie.
Bardzo często ubieram się w sklepach Vinted. Stosuję się do reguły dress codu i łączenia najwyżej dwóch kolorów. Stylizacje wymyślam sama i nie boję się kolorów.
To miłe, kiedy inna młoda kobieta podchodzi do mnie i mówi, że chciałaby, aby jej mama tak wyglądała, a w tramwaju czy na ulicy ludzie uśmiechają się do mnie. Zdarza się też, że zagadują i pytają, czy mogą sobie zrobić ze mną zdjęcie.

Jak i czy zmienił się Twój sposób patrzenia na siebie jako kobietę? Czym w ogóle jest dla Ciebie kobiecość? Kiedy czujesz się prawdziwie kobieco?

Zawsze patrzyłam na siebie życzliwie i lubię siebie jako człowieka. Uważam, że trzeba się akceptować na każdym etapie życia. Nie ma kobiet brzydkich, są tylko zaniedbane i źle ubrane.
Kobiecość to mądrość, to władza, to piękno, to siła, to radość. To nie tylko kształty, miła buzia i seksapil. To styl życia, a to z kolei zobowiązuje.

Nie znam odpowiedzi na pytanie czy rodzimy się z kobiecością, czy w miarę upływu lat nabywamy tę umiejętność. Bardzo lubię i cenię swoją kobiecość, dopieszczam ją dobrymi kosmetykami, kropelką dobrych perfum za uchem i na nadgarstkach, ładną filiżanką, z której piję herbatę, pójściem do muzeum, przeczytaniem dobrej książki, zainteresowaniem się tym, co się w świecie dzieje, miłym spotkaniem itd. Wiek nie jest tu żadną przeszkodą.

Na czym polega Twoje ambasadorstwo i działania w “Stylowi Seniorzy”?

Parę lat temu założyłam Centrum Aktywności Seniorów i prowadziłam tam między innymi zajęcia “Akademia Stylu”.
W czasie różnych spotkań związanych z Centrum poznałam Prezesa Stowarzyszenia MANKO i wydawnictwa gazety Głos Seniora.
Grupa VOUGE Nowa Huta organizowała pokazy mody dla Seniorów i pewnego razu liderka grupy zaprosiła mnie do udziału w kilku pokazach i nagraniu reklamy. Spodobało mi się to. Zostałam zaproszona przez Głos Seniora do zorganizowania Pokazu Mody podczas Senioraliów w 2020 roku. Stworzyłam grupę, ubrałam modelki w moje stylizacje i odniosłam sukces. Zaproponowano mi następne pokazy i tak otrzymałam tytuł Ambasadorki Stylowych Seniorów.

W tym roku w czasie Międzynarodowych Senioraliów w Krakowie, również wystąpiła moja grupa. Pokaz nosił tytuł “Damą Być” i zaprezentowałyśmy suknie wieczorowe.
Pokaz oglądało ponad 3000 seniorów, a dodatkowo mieliśmy widownię online.

Zaangażowanie w takie działania daje mi mnóstwo satysfakcji. Miło patrzeć, jak dziewczyny z grupy się rozwijają, jaką to sprawia im przyjemność, jakie są piękne i podziwiane. Nie spodziewałam się, że będąc w moim wieku, mogę być dla innych inspiracją. To niezwykle miłe 🙂

Czy czujesz się w jakiś sposób oceniana jako seniorka, która chce w nieszablonowy sposób spędzić swoją emeryturę?

Wiem, że jestem oceniana, ale to jest pozytywna ocena.
Moje środowisko, moja rodzina, moi znajomi zachęcają mnie i kibicują moim poczynaniom. Czuję z ich strony ogromne wsparcie.

Czy jest coś, co powiedziałabyś młodszej sobie?

Na pewno to, że nie wolno mieć jednego dziecka. To takie moje przemyślenie po latach. Więcej rzeczy nie żałuję 🙂

Czy masz poczucie, że zawsze żyłaś pełnią życia? A może to czas emerytury stał się wyjątkowo intensywny?

Zawsze żyłam pełnią życia, ale teraz na emeryturze zajmuję się zupełnie innymi sprawami, takimi kobiecymi. Jestem inżynierem, pracowałam jako dyrektor, miałam zupełnie inne zadania, a teraz mogę się skupić na tym, co sprawia mi przyjemność.

Jak o siebie dbasz? Co pozwala Ci się wyciszyć po długim i męczącym dniu?

Od wielu lat staram się prowadzić zdrowy tryb życia. Wysypiam się, nie piję kawy, nie palę papierosów, jeżdżę na nartach, pływam, spaceruję po górach Pójście w Tatry pozwala mi się wyciszyć, naładować akumulatory – to moje prawdziwe miejsce odpocznienia.

Twoje największe marzenie, które chciałabyś jeszcze zrealizować?

To bardzo trudne pytanie – może zostać fotomodelką? Nie ukrywam, że dzięki marce Polemika otworzyło się przede mną wiele drzwi i czuję, że to jest bardziej realne, niż kiedykolwiek wcześniej. Udział w sesji był dla mnie niezwykłym doświadczeniem i prawdziwą przygodą. Jestem otwarta na nowe i wiem, że nawet te skryte marzenia nadal mogą się spełnić.

piano

Oblicza kobiecości #13 – Almira Szachowicz

Almira Szachowicz – wokalistka, nauczycielka śpiewu. Gra, śpiewa i szuka piękna. Dziś opowiedziała nam o swojej pielęgnacji i sposobach na wytchnienie po długim dniu.

 

Tekst znanej piosenki mówi, że każdy śpiewać może – to prawda? Co jest kluczowe w ćwiczeniu głosu?

Oczywiście! Prawdą jest, że każdy, absolutnie każdy jest w stanie nauczyć się lepiej technicznie używać swojego instrumentu – ucząc się lepiej koordynować pewne mięśnie i oddech. Natomiast do dobrego śpiewania potrzebna jest jeszcze pewna wrażliwość i muzykalność, aby tego głosu używać w artystyczny i piękny sposób.

Co daje Ci muzyka? To dla Ciebie coś intymnego czy coś, czym chcesz się dzielić z całym światem? A może jedno i drugie?

Zdecydowanie jedno i drugie. Samo komponowanie jest bardzo intymnym momentem, kiedy jestem ja, pianino i myśli. To bardzo uzdrawiający dla mnie proces. Natomiast później utwór idzie w świat i każdy odbiorca przeżywa go na swój sposób i tak sobie myślę teraz, że to bardzo piękne 🙂

 

Co dało Ci odwagę, żeby pójść nieszablonową ścieżką i zrealizować swoje marzenia?

Od zawsze byłam oddana muzyce i nie mogę bez niej żyć, więc naturalną konsekwencją tej drogi było zostanie muzykiem. Ale o ile jako nauczyciel śpiewu czułam się świetnie, miałam problem z tym, aby wyrażać się jako artystka, twórca. I chyba myśl o tym, że za dużo czasu zmarnowałam na strach ostatecznie zmotywowala mnie do zrobienia kroku naprzód. Śpiewam o tym w piosence „Wiosna”.

Kto albo co inspiruje Cię w procesie twórczym?

Głównie są to moje emocje i przeżycia, a z czynników zewnętrznych światło, woda, poezja i wschody słońca. Uwielbiam tworzyć nad ranem, gdy wszystko wokół jeszcze śpi.

Czy podczas tworzenia przyświeca Ci jakaś misja? Chcesz, żeby muzyka wywoływała w ludziach konkretne uczucia i emocje?

Chciałabym, żeby moja muzyka pozostawiała po sobie ślad w sercu słuchacza. Żeby nie była obojętna, ale poruszała, wzruszała, skłaniała do refleksji. W tekstach nie uciekam od trudnych emocji, chcę, aby ludzie, którzy przechodzą przez podobne rzeczy mogli poczuć, że nie są sami. 

Jakie jest Twoje największe marzenie związane z muzyką?

Z tych nierealnych – porozmawiać o muzyce z Bachem. A jedno z realnych wielkich marzeń właśnie spełniam – projekt z kwartetem smyczkowym.

 

 

Zajrzymy do Twojej kosmetyczki – co jest Twoim pielęgnacyjnym must have?

Chyba cała moja kosmetyczka to jedno wielkie must have:) a tak serio – pianka do mycia twarzy – uzależniłam się od tej formy oczyszczania i nie wyobrażam sobie nic innego. I hydrolat różany!  I peeling kawowy do ciała.

Tworzenie własnej muzyki wymaga ogromnej odwagi – przekłada się to na wyrażanie się w ubiorze i makijażu?

Akurat w jednym i drugim króluje u mnie minimalizm i unikam eksperymentów.

Rada pielęgnacyjna, którą udzieliłabyś młodszej Almirze?

DEMAKIJAŻ. CODZIENNIE. BEZ WYJĄTKÓW. Pij wodę i nawilżaj swoją tłustą cerę!

Co relaksuje Cię po długim dniu?

Kocham zamulać w domu, więc najczęściej wykonuję wieczorny rytuał pielęgnacyjny, maseczka na twarz, herbata, koty i ostatnio filmy o kosmosie.

Urodowa porada, która zmieniła Twoje przyzwyczajenia?

Nawilżanie mojej tłustej cery. Polubiłam swój „naturalny rozświetlacz” i od kiedy nie walczę o mat za wszelka cenę, moja skóra czuje się i wyglada o niebo lepiej.

Szybki prysznic czy długa kąpiel?

Bardzo długa kąpiel.

Błysk czy mat?

Błysk i satyna.

Wieloetapowa pielęgnacja czy sprawdzony minimalizm?

Kocham wieloetapową pielęgnację, ale są momenty kiedy przechodzę na totalne minimum.

Ostatnie kosmetyczne odkrycie?

Serum z witaminą C Mad Hippie i ultranawilżające Melo. 

 

Dzięki!

Obserwuj Almirę na Instagramie. 

Karolina Krasnodębska

Oblicza kobiecości #12 – Karolina Krasnodębska

Karolina Krasnodębska – masażystka Kobido i entuzjastka medycyny chińskiej. Dziś zdradza nam, kto i dlaczego powinien zainwestować w niechirurgiczny lifting twarzy.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z Kobido? 

Jako terapeutka pracowałam głównie z ciałem. Były to masaże zarówno lecznicze, jak i relaksacyjne. Jednakże zawsze pasjonowała mnie twarz i to z tą częścią ciała uwielbiałam pracować najbardziej. W swojej pracy wykonywałam głównie zabiegi pielęgnacyjne, ale to terapie manualne mają dla mnie ogromna moc. Gdy usłyszałam o masażu Kobido poczułam, że to coś dla mnie. Argumentem było również to, że terapia wywodzi się z ukochanej przeze mnie Azji. Kurs był wspaniałym doświadczeniem i furtką do odnalezienia manualnego świata pracy z twarzą. Kobido to moja miłość.

 

Czy masaż Kobido jest dla każdego? Są osoby, którym szczególnie go rekomendujesz? 

Jak w przypadku każdej terapii/ masażu mamy listę przeciwwskazań. W przypadku Kobido jest to między innymi nadczynność tarczycy, choroby skórne jak trądzik różowaty czy też stany zapalne.  Jeśli zainteresowana masażem osoba nie ma żadnych z przeciwskazań, terapia może być wykonana, więc tak naprawdę masaż jest dla każdego. 

Jest grupa odbiorców, dla której zdrowotne i wzbogacające efekty masażu są wyjątkowo dobroczynne. Są to kobiety w wieku od 25. roku życia. To właśnie w tym wieku zaczynają się procesy starzenia się twarzy. Oczywiście jest to proces długotrwały i bardzo indywidualny, ale warto rozpocząć pracę z twarzą szybciej, kiedy procesy starzenia jeszcze nie przybrał większego tempa, który obserwujemy w wieku 35+. 

Dodatkowo serdecznie polecam terapię Kobido osobom mierzącym się z regularnymi bólami migrenowymi. Masaż wspaniale radzi sobie z tym przykrym schorzeniem dzięki relaksacji głębokich tkanek obszaru głowy, twarzy i karku. 

Jak wygląda przykładowa sesja masażu Kobido? 

Kobido to masaż o określonych zasadach i stałych etapach. Ja terapię rozpoczynam od masażu pleców, ponieważ ich napięcie bezpośrednio wpływa na napięcie zlokalizowane w mięśniach głowy, a jeśli mięśnie głowy, czyli m.in. mięsień potyliczny jest spięty, prawdopodobnie będzie spięty również mięsień czołowy, czyli już pojawia się twarz. Nasze ciało jest całościowo zintegrowane. 

Sam masaż twarzy terapeuta rozpoczyna od masażu tkanek głębokich. Jest to intensywna praca mająca na celu rozluźnienie mięśni twarzy. Na tym etapie mogą być opracowywane punkty spustowe na twarzy, dość bolesne rozbijanie napięć mięśniowych. Kolejnym etapem jest relaksacja, podczas której terapeuta z użyciem olejku wykonuje szereg technik relaksacyjnych na twarzy, szyi, karku oraz klatce piersiowej. Po relaksacji wykonywany jest drenaż limfatyczny, dzięki któremu pozbywamy się zastojów limfatycznych, najczęściej zlokalizowanych w obszarze oka oraz podbródka. 

Kolejnym etapem jest lifting, czyli charakterystyczna dla Kobido praca szybkich ruchów oklepywania oraz  oszczypywania twarzy. Bardzo dynamiczna i wymagająca skoordynowania ruchów od terapuety. 

Po części liftingującej dotleniona twarz pozwala nam na plastyczne wymodelowanie jej. Masaż Kobido kończy się bardzo wyciszającą i relaksującą akupresurą. 

Jakie są największe zalety masażu? Czego można się spodziewać po rytuale?

Największą zaletą masażu niewątpliwie jest głęboki stan relaksu, w jaki wchodzi osoba masowana. Dodatkowo twarz po masażu Kobido wygląda na dużo bardziej napiętą, ale również wypoczętą. To za sprawą efektu otwartego oka oraz podniesienia tkanki w górę podczas części liftingującej. 

Kobido wywodzi się z tradycyjnej medycyny chińskiej – czerpiesz z niej jeszcze jakieś inspiracje? 

Oczywiście, głównie podczas pracy na punktach refleksyjnych na twarzy. Dodatkowo medycyna chińska to zbiór wiedzy i pracy poza obszarem pracy manualnej. Do każdego masażu podchodzę w holistyczny sposób, to buduje wyjątkowość tego rytuału. 

Twój pielęgnacyjny must have?

Zdecydowanie będzie to wieloetapowe oczyszczanie. Na co dzień noszę make-up, więc bez skrupulatnego demakijażu masłem się nie obejdzie. Dodatkowo moja pielęgnacja to używanie dermokosmetyków, ponieważ jestem posiadaczka cery problematycznej. 

Jak wygląda Twoja rutyna pielęgnacyjna? Stawiasz na minimalizm czy bliżej Ci do wieloetapowości?

Zdecydowanie wieloetapowość. Demakijaż i tonizacja to obowiązkowe etapy. Uwielbiam sera z kwasem hialuronowym. Dodatkowo kocham się w różnego rodzaju maseczkach na twarz. Często korzystam z takich zrobionych samodzielnie. W kuchni mamy ogrom dobroci dla twarzy np. płatki owsiane czy też miód :). 

Urodowa porada, którą dałabyś sobie z przeszłości?

Mam dwie porady dla siebie z przeszłości. Pierwsza priorytetowa – nie wyciskaj jak coś wyrośnie! Do tej pory mam przebarwienia po takich nieodpowiedzialnych ruchach… 

Druga rada – zrobiłabym testy alergiczne. W większości przypadków przy problematycznej skórze mamy do czynienia z alergiami pokarmowymi. Lepiej wiedzieć co nam szkodzi. 

Rytuał, który pozwala Ci wyrównać oddech po ciężkim dniu? 

Oczywiście to będzie automasaż z jadeitowym kamieniem. To mój rytuał, który pozwala po długim dniu pracy z wieloma twarzami, popracować nad swoją twarzą, czasem zbyt bardzo spiętą. 

Co Cię inspiruje w innych kobietach? Wierzysz w kobiece wsparcie? 

W kobietach jest siła oraz determinacja. Są wyjątkowe, ponieważ są wielofunkcyjne. Potrafią zadbać o sprawy zawodowe, prywatne i rodzinne. Najbardziej inspirują mnie kobiety, które zmieniają swoje plany zawodowe, aby robić to co jest ich pasją. I mało tego, osiągają sukces, bo robią to, co kochają. 

Czy wierzę w kobiece wsparcie? Oczywiście! To właśnie w tym nasza siła i moc.

 

Zaobserwuj Karolinę na Instagramie i dowiedz się więcej o masażu Kobido.

kobieta

Oblicza kobiecości #11 – Peachee.me

Martyna Grzenkowicz – założycielka bloga Peachee.me, pasjonatka dbania o urodę i holistycznego podejścia do pielęgnacji. Dzisiaj zdradza nam swoje kosmetyczne sekrety i opowiada o początkach kariery beauty influencerki. 

 

Martyna, co z szafki kuchennej będzie pewniakiem, jeśli poczujemy chęć stworzenia kosmetyku DIY?

Jakiś czas temu mocno odeszłam od DIY. Zaczęłam się rozwijać, poszerzać swoją wiedzę i dzisiaj już wiem, że raczej większość rzeczy, które mamy w lodówce, czy szafce kuchennej powinniśmy wkładać do… brzucha, a nie na twarz. Jednak są dwie takie pozycje, które uwielbiam: fusy po kawie – jako surowiec do peelingów do ciała. A także siemię lniane. Gęsta wydzielina ma niesamowite działanie łagodzące i otulające – świetnie sprawdzi się jako SOS dla podrażnionej skóry, czy też jako podkład pod olejowanie włosów. Takie jest moje zdanie na dzisiaj.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z blogiem? Kiedy poczułaś, że chcesz się zajmować edukacją w zakresie pielęgnacji zawodowo? 

Bardziej określiłabym to jako działalność social – mediową. Prawda jest taka, że mój blog na chwilę obecną trochę przycichł. Główna działalność jaką się zajmuję, to przede wszystkim kręcenie contentu video – zarówno na TikToka, jak i na Instagram. Już od dawna czułam, że chciałabym pokazywać innym jak o siebie dbać i jestem niesamowicie wdzięczna Wszechświatowi, że mi to umożliwia. A wszystko tak naprawdę rozpoczęło się od… rzucenia pracy w TV…

Przygoda w telewizji? Czym zajmowałaś się wcześniej? 

Tak, przez 8 lat pracowałam w telewizji – najpierw w Polsacie, a potem TTV. Jeszcze pewnie można zobaczyć ze mną jakieś stare odcinki DeFacto na antenie TTV.

Skoro masz już za sobą ten etap – jakie dalsze zawodowe plany na przyszłość? Działasz spontanicznie czy realizujesz wcześniej ustalony przez siebie plan?

Zawodowe plany na przyszłość: robić więcej mniejszym nakładem sił :-). Nawet na te pytania odpowiadam z totalnym opóźnieniem, właśnie ze względu na to, że wiecznie jestem w  niedoczasie ;-). Jestem w momencie życia, w którym podjęłam decyzję: zmieniam to. I niech się dzieje, co chce. Praca jest dla mnie jednym z najważniejszych aspektów życia. Kocham pracować, kocham swoją pracę, totalnie nie jestem typem Matki Polki, nie odnalazłabym się dbając o dom, gotując codziennie obiadki… Ale czasem trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, bo przepracowanie może doprowadzić do przegrzania, zmęczenia tym, co w rzeczywistości kochasz i uwielbiasz robić. A tego po prostu nie chcę. 

Brzmi rozsądnie – trzymamy kciuki za zmiany. Teraz z przyjemnością dopytamy o pielęgnację. Jaki jest Twój pielęgnacyjny must have?

Kiedyś odpowiedziałabym serum. Dzisiaj – krem z filtrem zdecydowanie!

Poruszając temat dbania o siebie wspominasz o połączeniu tradycji Wschodu i Zachodu – co to oznacza w praktyce?

W praktyce oznacza to dla mnie połączenie siły natury i nowoczesności. Praktyki Wschodu to dla mnie właśnie natura, metody alternatywne. Praktyki Zachodu to totalna nowoczesność. Wierzę, że złoty środek i najlepsze rozwiązanie to spotkanie się pośrodku. W ciągu ostatniego roku jeszcze większego znaczenia nabrała dla mnie właśnie ta praktyka wschodnia – czyli zagłębienie się w siebie, medytacja, oddech. Coś, bez czego nie wyobrażam sobie już dzisiaj życia.

Pomagasz dziewczynom odnaleźć swoją ścieżkę pielęgnacyjną – co jest najczęstszym kosmetycznym grzechem Polek?

Nie lubię słowa “grzech” ;-), ale wiem o co Ci chodzi. Myślę, że dzisiaj jeszcze wiele osób nie zwraca uwagi na codzienne stosowanie kremu z filtrem, lubi się przysmażyć na słoneczku i to z dodatkiem przyspieszacza – to jest naprawdę na maxa złe. Słońce jest wspaniałe, ale promienie uv przyczyniają się do powstawania raka skóry, a także do szybszego starzenia. Dlatego to podstawa pielęgnacji.

Jakie są Twoje ulubione sposoby na relaks i domowe spa? Jak odpoczywasz po pracy? 

Dobre pytanie! Tak jak mówiłam… jestem na etapie: zaczynam mniej pracować i niech się dzieje co chce, bo w ostatnim czasie potrafię zaczynać pracę o 8 rano i kończyć o 1-2 w nocy. To jest moment, w którym rewiduje swoje zajętości i zobowiązania. 

Relaks? To dla mnie przede wszystkim rozwój duchowy i osobisty. W każdej wolnej chwili słucham czegoś na ten temat albo czytam książki. To pozwala mi spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy, sprawia, że nawet jeżeli mam gorszy moment, to potrafię go zlokalizować, a nie zatopić się w nim. Myślę, że jeszcze 2 lata temu nawet nie zauważyłabym tego, że czas coś zmienić. Teraz to widzę i jestem tego świadoma, a to jest niesamowity sukces. Więc zdecydowanie: rozwój duchowy i osobisty to dwa aspekty mojego życia, które dają mi ulgę i oddech.

Co myślisz o pojęciu “kosmetycznego minimalizmu”? Wolisz upraszczać swoje rytuały czy kolekcjonować nowości?

Z racji mojej pracy daleko mi do kosmetycznej minimalistki ;-). Aczkolwiek uważam, że każdy powinien komponować swoje rytuały tak, jak czuje. Chcesz mieć 10 kosmetyków w jednej pielęgnacji? Go for it! Byle Ci to wszystko służyło i byle byś pamiętała o kremie z filtrem! 🙂

Chętnie zerkniemy do Twojej kosmetyczki – czego obecnie używasz? Co w ostatnim czasie podbiło Twoje serce?

Obecnie używam mnóstwo kosmetyków :D. Oczywiście nowości od Polemiki skradły moje serduszko, w ostatnim czasie i na na nowo przeżywam też fascynację Waszym Hydrofilnym masełkiem. Obecnie jestem na etapie mocnego testowania różnych produktów, co nie zawsze kończy się… dobrze 😉

 

Więcej o kosmetycznych odkryciach Martyny dowiecie się z jej konta na Instagramie.